Ardra.pl

Szkice polskie. Część II. Kiedy naród ubrał formę.


23.04.2022

Część I

Od Baru do Racławic całościowe narodu wykucie.

Przed pierwszym rozbiorem, w drugiej połowie XVIII w. Polacy stanowili 2/3 mieszkańców Rzeczpospolitej. Szlachta była całkowicie spolonizowana i niosła na swoich barkach całą kulturę, stanowiła ok. 10% ludności. Mieszczaństwo po małym wzroście liczebności, stanowiło ok. 17-20% społeczeństwa, zaś chłopi - najliczniejsza grupa społeczna, wynosiła 3/4 całości ludności Rzeczpospolitej. W połowie XVIII w. całościowa liczebności państwa była na poziomie ok. 13-14 mln. Polaków było ok. 8-9 mln. żadna inna mniejszość, wchodząca w skład kraju, nie dorównywała tej liczbie, byli to: Litwini, Łotysze, Rusini (Ukraińcy, Białorusini), Niemcy. W tamtym okresie, w Rzeczpospolitej żyło ok. 750 tyś. Żydów, uważano ich za odrębną grupę narodowościową, element osobny, ponieważ żyli wewnątrz swojego społeczeństwa, swojej kultury - stanowili ok. 6% ludności kraju.

Wraz z klęską Konfederacji barskiej, Rzeczpospolita straciła część terytorium i była protektoratem Imperium rosyjskiego. W latach 80’ XVIII w. razem z oświeceniowymi tendencjami, w przededniu i podczas Sejmu Wielkiego, nastąpiło niemałe ożywienie wśród elit. Ogromny wpływ na kształtowanie się postaw, miała żywa akcja publicystyczna, powodująca systematyczne kształtowanie się opinii publicznej, pośrednikiem była prasa, a wyrazicielami pisarze polityczni. Walka na pióro nigdy nie przybrała takich rozmiarów jak wtedy. Polemiki, pamflety stały się codziennością. Zaciekła walka odbywała się między oświeceniowcami, a zwolennikami starego porządku - stronnictw było kilka. Najbardziej światli opowiadali się za reformami. Trzeba wymienić dwie wybitne postacie z tamtego okresu: Stanisława Staszica i Hugo Kołłątaja. Staszic nie brał bezpośredniego udziału w życiu politycznym, napisał jednak dzieła, mające duże oddźwięk. Jednym z głównych postulatów, które reprezentował było stworzenie izby mieszczańsko-szlacheckiej, wzmocnienie władzy królewskiej, zwiększenie ilości armii oraz szereg reform gospodarczych i społecznych. Był zaciekłym wrogiem magnaterii, widzącym w niej główną przyczynę upadku Rzeczpospolitej. Kołłątaj zaś opierał swoje postulaty bardziej na potrzebie chwili, był wcześniejszym reformatorem szkolnictwa - Komisja Edukacji Narodowej (KEN), zrywającym ze starym, jezuickim typem nauczania (jezuici od czasów Zygmunta III Wazy, mieli duże wpływy w państwie), był także politykiem, duchownym, współautorem Konstytucji 3 maja. Nie był tak radyklany w poglądach jak Staszic, uważający m.in. nienajlepszą sytuację chłopa, za jedną z głównych słabości schyłkowej I RP; dla Staszica praca rolnika była podstawą dobrobytu społecznego, chciał oczynszowania ziemi. Kołłątaj uważał, że ziemia powinna zostać w rękach właścicieli, natomiast chłop powinien zamiast pańszczyzny, być całkowicie wolny i odbywać prace najemne. Pomimo reform, Polska podzielona na obozy nie była zgodna, obóz tzw. patriotów planował przy pomocy Prus uniezależnić się od caratu. W okresie Sejmu Czteroletniego patrioci zdominowali sejm i pozyskali króla, cały czas był to okres licznych i zaciętych polemik między stronnictwami. Rządy Stanisława Augusta Poniatowskiego, powołanego do władztwa jako marionetka carycy, z czasem trochę się uniezależniły, jednak nadal były okresem rozkładowym dla Rzeczpospolitej. Król wykazywał wielkie inicjatywy kulturalne, lecz tak naprawdę było to niczym więcej, jak podążaniem za modą, chciał mieć to - co wtedy było modne, quasi-klasycyzm z elementami baroku.

Koniec XVIII w. był okresem pierwszych rewolucji w Europie, miały one duży wpływ na zachwianie władzy w państwach. We Francji, gdzie rewolucja miała swoje centrum, panowała zupełnie inna atmosfera niż w Polsce. Stan trzeci, czyli mieszczanie i chłopi, stanowił 98-99% społeczeństwa, nie mając przy tym, prawie żadnego wpływu na władzę. Dwór króla, był pełen w skandale i liczne intrygi, obłudny styl życia, w państwie panował kryzys finansowy. Traktat pt. Czym jest stan trzeci? napisany przez księdza kanonika Emmanuela Josepha Sieyèsa stał się symbolem oświeceniowej rewolucji – lecz decydujący wpływ na nastroje w państwie, miało powstanie między wrześniem 1788, a kwietniem 1789 roku, prawie 3 500 „ofensywnych” (zawierających prawdę) publikacji, w których powoływano się na prawa człowieka i forsowano słowo „obywatel”. Pełną parą pracowały drukarnie i wydawnictwa zalewające Francję anty-monarszą literaturą. Wszystkie te zabiegi podsyciły społeczeństwo, domagające się emancypacji stanu trzeciego. Król pod presją nakazał zwołać, po prawie dwustu latach, Stany Generalne, które przekształciły się w Zgromadzenie Narodowe, następnie zerwano z przeszłością absolutyzmu. Francuzi zerwanie to wykonali w sposób bardzo brutalny i chaotyczny, a rewolucja pożarła własne dzieci; zapewne nie musiało tak się stać, gdyby nie Jakobini, których frakcja przeistoczyła się w prawdziwą potęgę. (Dzisiaj określa się ich mianem lewicy, chociaż nie jest to całkiem zgodne z prawdą, ponieważ w tamtej epoce, nic takiego nie istniało, termin ten dopiero powstawał. Jakobini byli radykalnymi wywrotowcami-republikańskimi).

W Rzeczpospolitej mieszczanie i chłopi nie stanowili o takiej siłe, aby w tak radyklany sposób wywołać rewolucję, z resztą nikt tego nie chciał, ponieważ nie było to potrzebne – masowy akt zbrojny został dopiero skierowany przeciwko opresji rosyjskiej. Nowy ustrój w Polsce, rodzący się z chaosu pod wpływem permanentnej opresji wrogów, kształtował się dość szybko, przybierał docelową formę od 1788 do 1794. Polscy mieszczanie, domagali się powrotu pełni praw dla swojego stanu podczas Sejmu Czteroletniego - prezydent Warszawy Jan Dekert, w 1789 roku, przedstawił przed władzami „Akt zjednoczenia miast”, celem nadania mieszczaństwu szerokich praw, czyli m.in. przywrócenia dawnych praw miejskich, chciano, aby mieszczanie mieli udział w sejmie, posiadali dostęp do urzędów oraz mieli prawa nabywania dóbr ziemskich. Czołowi przedstawiciele tego stanu, jak Jan Dekert i Stanisław Staszic uważali Żydów (obok zepsutej części magnaterii) za główny element rozkładowy państwa. Obaj politycy chcieli skrajnie ograniczyć prawa żydowskie dotyczące handlu (szczególnie, iż wcześniej Żydzi brali udział w fałszowaniu monet polskich). Był to jeden z najpoważniejszych ekonomicznie elementów rozkładowych w I RP. Mieszczaństwo nie mogło rozwinąć skrzydeł, ze względu na charakter żydowskiego monopolu. Żydzi nigdy nie byli związani z Rzeczpospolitą na poziomie „duchowym”, mieli swoja kulturę i się separowali, z perspektywy ekonomicznej ciążyli Rzeczpospolitej, która ową mniejszość przygarnęła kilka wieków wcześniej, dała schronienie i wykarmiła. Niestety podczas rozbiorów układali się z zaborcami i dzięki temu, wielu z nich urosło ekonomicznie na sile (dodatkowo w obrębie ortodoksyjnych Żydów, zaistniała sekta Jakuba Franka, która szkodziła przede wszystkim innym Żydom, ale również Polakom).

Polskim ogólnospołecznym zrywem (quasi-rewolucją) była Insurekcja kościuszkowska; wybuchła w sytuacji skrajnie nieprzyjaznej, jako ostatni akt ratunku kraju - resztek Rzeczpospolitej. Stała się jednocześnie, ostatnim etapem ukształtowania początku nowoczesnego narodu polskiego. Wprowadzono szereg reform m.in. decydujący wpływ miał Hugo Kołłątaj, zrezygnował on z półśrodków w polityce skarbowej. Pokładano nadzieję, iż rewolucja/powstanie ogólnospołeczne się uda, potrzebne było wojsko i wyposażenie. W szczytowym momencie zrywu, pod bronią było około 110 tyś. osób jednocześnie. Głównym mankamentem stały się jednak wszechobecne braki, nie było ani dobrze wyszkolonych oficerów, ani podoficerów, ani dobrze wyszkolonego żołnierza. W tak krótkim czasie, nie dało rady rozwinąć przemysłu zbrojeniowego i zacząć produkować karabiny na większą skalę, dlatego też, oparto się na broni drzewcowej - kosach i pikach. Taktyka była gwałtowna i rewolucyjna, ze względu na słabe wyposażenie, dążono do skrócenia walki ogniowej i szybkiego rozstrzygnięcia starć poprzez walkę w zwarciu, wszystko poprzedzano brawurowymi natarciami. Jakobini polscy, będący ugrupowaniem wywodzącym się z Kuźnicy Kołłątajowskiej, domagali się radykalnych posunięć od Rady Najwyższej Narodowej podczas Insurekcji, działo się wiele, szczególnie na ulicach Warszawy. Przegrana w bitwie pod Maciejowicami, nie była katastrofą militarną, jednak po dostaniu się do niewoli naczelnika Kościuszki, morale wśród wojska zdecydowanie upadło. Podczas całej quasi-rewolucji kościuszkowskiej, kierownictwo walki zbrojnej odwołało się do najszerszych warstw w społeczeństwie - zmobilizowane masy ludności miast i wsi, które okazały wysoki poziom patriotyzmu. Nie było możliwości na pomoc zewnętrzną. Wybuch powstania postawił Polskę w jednym obozie z rewolucyjną Francją, która nie była zainteresowana sprawami zewnętrznymi, ale tak naprawdę od samego początku, Polacy nie łudzili się na połączenie z Francuzami, gdyż polski czyn, miał zupełnie inną specyfikę. Europa z obojętnością zerkała na upadek zrywu ludności polskiej, i nie protestowała, gdy rok później dokonano III rozbioru Rzeczpospolitej. Na sam koniec papiestwo potępiło Insurekcję kościuszkowską i zatwierdziło rozbiory.

I RP upadła ze względu na liczne zaniedbania spraw wewnętrznych i niezdolność do większych reform; wewnętrzne zaniedbania, szły w parze z niegodziwym i bandyckim zachowaniem sąsiadów, naruszających najbardziej podstawowe, elementarne zasady współistnienia międzynarodowego – dokonano bezwzględnego aktu przemocy wobec Rzeczpospolitej. Zdecydowało nawet nie tyle co prawo silniejszego, tylko zmowa wszystkich przeciwko Polsce. Pierwszą zdecydowaną reakcją obrony, był Bar, drugą Racławice – stały się one synonimem walki wszystkich warstw społecznych o los kraju. Większość uczestników Insurekcji była świadoma, że zrealizowanie całościowe postulatów Uniwersału połanieckiego, będzie bardzo ciężkie, chyba, że powstanie odniesie całkowite zwycięstwo i wrogowie zostaną wygnani z terytorium państwa. Masy ludności w roku 1794 uznawały się za Polaków, i były świadome swoich działań. Chłopi szli do powstania przeciwko Rosji z hasłami „Żywią i Bronią”. Przyjmuje się, że podczas samej Insurekcji powstało ok. 800 ugrupowań chłopskich, czyli praktycznie wszędzie gdzie było to możliwe, chłopi się zrzeszali i tworzyli lokalne koła, związki w nadziei, że wywalczą niepodległość i będą decydować o swoim losie.

Pod koniec XVIII w. Polska jako jedna z pierwszych w Europie (być może jako pierwsza), wytworzyła swój świadomy całościowy społeczny byt. Wszystko to stało się w przeciągu kilku lat (głównie 1788-1794) pod niesamowitą presją zewnętrzną; jednak sam proces, rozpoczął się w 1768 roku wraz z rozpoczęciem Konfederacji Barskiej przeciwko Rosji i zdrajcą wewnętrznym. Być może oświecony sarmatyzm, jako projekt sam w sobie, był bez presji zewnętrznej, skazanym na porażkę - gdyż taka jest często natura ludzka, zazwyczaj samoistnie niezdolna do większej zmiany. Bez większych zawirowań i opresji z zewnątrz szlachta pozostawiona została w letargu, i w pierwszej połowie XVIII w. ulegała stopniowej degeneracji. Przemiany były jednoznacznie uwarunkowane opresją zewnętrzną, wszystkie jednak przebiegały dość chaotyczne, wyłaniały się z chaosu. Konfederacja Barska walcząca o całkowitą wolność I RP na starych zasadach, i uwolnienie Polski spod jarzma caratu, uruchomiła docelowy proces kształtowania się pełnego narodu; następnie poprzez Sejm Czteroletni i całą otoczkę z nim związaną, Konstytucję 3 maja, Wojnę w obronie Konstytucji, aż do Powstania kościuszkowskiego, społeczeństwo ubrało pełną formę. Bar i Racławice stały się dwoma świadectwami, skrajnie odmiennych biegunów w przemianach Rzeczpospolitej. Skrajnie odmienne, jednak połączone, ukazały całość spuścizny polskiej ośmiu wieków. Bar i Racławice były świadectwem i fundamentem wykrystalizowanego narodu polskiego, który powstał całościowo bardzo wcześnie, bo już pod koniec XVIII w. (przypomnijmy, tak naprawdę wiek XIX był wiekiem narodów) wyłaniając się z chaotycznych przemian, szeregu reform i postulatów, które zatwierdzono, a następnie wraz z III rozbiorem, odeszły w niebyt - nastała ciemna noc, jednak naród/społeczeństwo przybrało już formę, i dzięki temu wyłonił się pragmatyczny romantyzm polski. Całościowy naród (społeczeństwo polskie) został wykuty w walce i krwi, a potem przestał istnieć terytorialnie, jako swoiste dziejowe Ananke.

XIX wiek spowodował przeobrażenia w strukturze społecznej, dawne społeczeństwo rozpadło się i przeobraziło. Szlachta jako całość przestawała być stanem uprzywilejowanym, dlatego też zatarły się granice miedzy szlachtą zagrodową a chłopstwem, szczególnie jeśli chodzi o podłoże prawno-majątkowe, odmienna obyczajowość utrzymywała się do drugiej połowy dwudziestolecia międzywojennego. Bezrolna szlachta już od dawna przenosiła się do miast, zaczęło również występować chłopstwo bogate i chłopstwo bezrolne, utrzymujące się z najmu. Przez wojny i rozbiory więksi posiadacze szlacheccy tracili duże majątki, przechodziły one stopniowo w ręce tzw. przedsiębiorców, czyli ludzi w tamtym okresie zazwyczaj bezwzględnych i obrotnych. Niewielu mieszczan przejmowało majątki ziemskie po zrujnowanej i zadłużonej szlachcie. W połowie XIX wieku żyło ok. 11 mln Polaków.

Podczas kształtowania się i osadzenia pierwszego kapitalizmu powstała nowa szlachta, czyli ziemiaństwo – klasa wyróżniająca się pozycją majątkową, wywodząca się zazwyczaj ze starej szlachty. Wraz z powstaniem dużych skupisk przemysłowych, ukształtował się proletariat czyli robotnicy, najemnicy, biedota, służba itd. Bezrolni chłopi zatrudniali się w górnictwie i hutnictwie, zazwyczaj za marne pensje. Powstała także tzw. burżuazja, wywodziła się głównie z dawnego kupiectwa oraz rożnych spekulantów finansowych, ale również dawnej bogatszej starej szlachty polskiej, burżuazją byli także Żydzi i Niemcy - kapitał inwestowano głównie w przemysł. Dawne pospólstwo przemieniło się w drobnych kupców, rzemieślników miejskich etc., stało się drobnomieszczaństwem. Wykrystalizowała się także inteligencja, w skład której wchodzili nauczyciele, artyści, przedstawiciele wolnych zawodów, kadra oficerska, urzędnicy i kler. W takim stanie polskie społeczeństwo weszło w XX wiek.

Za garść srebrników.

Caryca Katarzyna wiedziała, że sam akt agresji wobec sąsiedniego państwa i przejęcie terytorium siłą nie zakończy tematu. Agresja i siła nie dają w posiadanie na stałe terytorium obcego państwa. Aby zachować pozory, potrzebowała odpowiedniej ilości osób przekupionych, celem legitymizacji aktu agresji. Społeczeństwo, które jest pod presją agresora, musi wyrazić zgodę na taki akt, nawet jeśli jest to zgoda pozorowana, musi coś takiego zaistnieć, by w międzynarodowej polityce zostało to przepchnięte i przyswojone. Dlatego też, Caryca znalazła pewną grupę polskich magnatów, która gotowa była wyrazić zgodę na rozbiory Rzeczpospolitej – czyli na tzw. oddanie pod rosyjski protektorat. Za ową zgodę, grupa ta, otrzymała osobiste korzyści materialne (i przywileje), kosztem reszty wolnego narodu, którego się de facto wyrzekła. Imperatorowa znalazła więc paru zdrajców m.in. Stanisława Szczęsnego Potockiego, Adama Ponińskiego itd. oraz swoją marionetkę Stanisława Poniatowskiego; poparcie ich, zaświadczyła siłą, czyli wojskiem w 1772 roku. Minęły dwie dekady, uchwalono Konstytucję 3 maja, zmniejszającą władzę frakcji sejmowych (sejmików), wzmocniono władzę wykonawczą. Konstytucja wyrażała oświeceniowe ideały w Rzeczpospolitej - przemiany, które miała przynieść, były czymś ciągle formującym się - idącym z duchem epoki. I jak to zwykle bywa, cała sytuacja związana ze zdradą zatoczyła koło, pojawiło się kilku przekupionych magnatów - Rzewuski, Kossakowski, Potocki, Branicki itp. wolących „opiekę” autokratorki Katarzyny II. Byli oni narzędziem w rękach obcego kraju, aby ukazać światu, że naród Polski jest podzielony i domniemana pewna jego część, chce kurateli obcej - uzyskali dzięki temu własne korzyści. Konfederacja targowicka ogłosiła, że rząd powołany przez Konstytucję 3 maja, jest rządem nielegalnym, wychylającym się po wolność – później podczas Insurekcji kościuszkowskiej, Polaków broniących niepodległości, nazywano „uzurpatorami i Jakobinami”. Jednak tak naprawdę, był to tylko wierzchołek całej góry lodowej, 20 lat od Konfederacji Barskiej wystarczyło, aby pewną część tzw. elit - skorumpować i zdegenerować, gdyż zdobyte z archiwum Igielstroma przez powstańców kościuszkowskich kwity rosyjskich agentów-dygnitarzy, przedstawicieli arystokracji i sfer sejmowych ówczesnej Polski odsłaniają bezmiar upadku moralnego ówczesnej elity polskiej oraz wspaniale przeprowadzoną i szeroko zakrojoną akcję rosyjskich ambasadorów w Warszawie. Około 110 nazwisk, a wśród nich nazwisko króla, ks. Czartoryskiego, prymasa Łubieńskiego, Ogińskiego, ks. Antoniego Czetwertyńskiego, wojewody Dzierżbickiego, biskupa Kossakowskiego, Raczyńskiego, Radziwiłła, Potockich, prymasa Poniatowskiego, kasztelana Ossolińskiego itd. widnieje na kwitach z archiwum ambasady rosyjskiej. Do liczby 110 nazwisk dołączyć tu należy całą plejadę niższych funkcjonariuszy policji i urzędów administracji ogólnej, które były na służbie rosyjskiej, pobierając regularne miesięczne pobory przez długie lata.

W 1794 roku Tadeusz Kościuszko (za którym stała Rada Najwyższa Narodowa), Polskę chciał ocalić swoim protestem w postaci zmobilizowania mas ludności do ostatecznej obrony Rzeczpospolitej; trzeba także pamiętać o innym elemencie tej całej kompozycji tworzenia narodu polskiego, równie istotnym - czyli dwumiesięcznej wojnie w obronie Konstytucji 3 maja, gdy książę Józef Poniatowski wespół m.in. z Kościuszką, podjęli wojnę z caratem w obronie polskich ziem i uchwał, wszystko jednak zakończyło się przez tchórzostwo króla, który jako figurant i fircyk, gdy wojsko okopywało się przy linii Bugu, ze sporymi szansami na przyszłe sukcesy, przystąpił do Targowicy i zniweczył cały wysiłek Sejmu Wielkiego.
Jednak początkiem owej kompozycji, zalążkiem, był Kazimierz Pułaski, który ponad 20 lat wcześniej, starał się uratować Rzeczpospolitą przed pierwszą zdradą i wschodnią nawałnicą. Pułaski na wzór najlepszej tradycji Rzeczpospolitej posługiwał się zazwyczaj konnicą, do mistrzostwa miał wyćwiczoną sztukę krzyżową podczas walki w zwarciu oraz jazdę konną - na polu bitwy działając zawsze intuicyjnie, nie miał czasu na czekanie, które uśmiercało jego duszę; często zachowania, które uskuteczniał, wynikały z szybkiego rozeznania i intuicji, czasami były pochopne, jednak zazwyczaj dawały sukcesy. Przebywając już w Ameryce, przez ową pochopność nie doczekał oświeceniowych przemian i Sejmu Wielkiego. Kościuszko z kolei miał charakter dokładnego planisty, gdyby mu się udało zwyciężyć w 1794 – co było niełatwe – mieszczanie i chłopi uzyskaliby uprzywilejowany status, który uzyskali faktycznie, idąc z bronią przeciwko wrogom państwa jako świadomi wyraziciele całości narodu, zaś grupkę magnackich zdrajców, czekałby zapewne stryczek i parcelacja majątków.

Trzeba także zaznaczyć, iż Konfederacja targowicka była zdradą, ale Polską własną zdradą narodową i chyba jedyną większą; tu przychodzi na myśl rok 1944 – kiedy również dokonano quasi-zdrady, z tym, że zdrada roku 1944, nie była zdradą Polską, gdyż obsadzony rząd komunistyczny pochodził bezpośrednio ze Związku Sowieckiego, i w większości nie byli to Polacy. Ironią losu było także to, iż znaczna części komunistów, którzy obsadzali urzędy w 1944, została cudem ocalona przez Polaków w latach 30’ XX w., kiedy za działalność szpiegowską i dywersyjną na szkodę Rzeczpospolitej, przesiadywali w polskich więzieniach - dzięki temu ocaleli, ponieważ Stalin, podczas wielkiej czystki lat 1937-1938 - by ich zamordował, podobnie jak uczynił to z większością komunistów, swoich towarzyszy i podwładnych. Po inwazji sowieckiej na Polskę 17 września 1939 roku, gdy wypuszczono ich z więzień, udali się do swoich mocodawców na Wschodzie, później latem 1944, wracali do rozparcelowanej II RP, jako narzędzie terroru; narzędzie które przez 50 lat doszczętnie niszczyło tkankę i mentalność narodu polskiego. Przy użyciu m.in. sowieckiego SS czyli – Informacji Wojskowej, która uśmiercała najbardziej wartościowych Polaków; oraz przy użyciu wojsk tzw. Armii Ludowej czyli podwładnych NKWD, po 1945 roku zasilała szeregi KBW, UB etc., pisząc wyroki śmierci na żołnierzy AK,NSZ i dokonując licznych zbrodni na ludności cywilnej. Dlatego, tak ważne jest wracanie do historii najnowszej i ukazywanie tego, co działo się w latach 1944-1953+, celem jednoznacznego wskazania dobra i zła z tego okresu; okresu pełnego w białe plamy oraz fałszerstwa, jak i ważne jest upamiętnienie licznych bohaterów (np. dlaczego w centrum Warszawy jest ulica Armii Ludowej? Kiedy powinna być ulicą np. kpt. Jana Morawca lub płk. Lucjana Szymańskiego. Te pytania będą wracać, aż uzyskają skutki).

Nomenklatura.

Nomenklatura i władza to dwa zjawiska zawsze ze sobą powiązane. Polską klasę średnią prawie zniszczono, zastępując ją klasą urzędniczą, będącą zazwyczaj - pewnym specyficznym rodzajem człowieka, znającym paranoiczny system na pamięć, i działającym jak w zegarku zgodnie z nim - są to ludzie żyjący z systemu, związani z nim nierozerwalnie i tylko w jego prawidłach się odnajdujący. W ich świecie liczą się dojścia, układy i sprawozdania dla zwierzchników oraz odczekanie swojej codziennej pańszczyzny, jak w korporacji. W świecie kasty politycznej, absurd goni absurd, żongluje się absurdalnymi liczbami branymi z sufitu, absurdalnymi pojęciami mającymi za cel zmanipulowanie społeczeństwa, często w sposób bezwzględny. Nomenklatura nie została usunięta po 1989 roku, a można było to uczynić jednym dekretem, tymczasem w wydaniu postkomunistycznym, niestety stała się trzonem decydenckim państwa, wprowadzając dla siebie przywileje. Gdy blok sowiecki upadł, z nomenklatury post-pzpr-owskiej powstała cała masa samozwańczych finansistów, milionerów i polityków działających dla swojej korzyści kosztem całej masy społeczeństwa polskiego i kosztem przyszłych pokoleń. Analogicznie do tego zadziało się z wojskiem, w 1989 roku towarzysz generał Wojciech Jaruzelski, był dobrze świadomy, że jeśli coś pójdzie nie po jego myśli - czeka go prawdopodobnie dożywotnie więzienie - za to co czynił przez 40 lat - dlatego też, zostawił całe wojsko pod sobą, co doprowadziło przez następne dwadzieścia lat do degeneracji i zacofania polskich formacji wojskowych. Dodatkowo w 1990 roku nie postawiono na Polską kulturę, głownie z dwóch przyczyn: pierwszej, ponieważ u władzy były osoby, nie rozumiejące podstaw tworzenia podwalin przyszłego zdrowego społeczeństwa, wraz z gonitwą za pieniądzem traktowano wszystko jako produkt, czego skutki widzimy do dzisiaj, gdy na afiszach są zazwyczaj rzeczy bezwartościowe, odnosi się to do wielu dziedzin (a np. jutub, filmiki na jutubie nie tworzyły i nigdy nie będą tworzyć kultury wysokiej, która wcale nie jest rozwijana). Partia (jedna czy druga), z kolei zamiast finansować kulturę i naukę polską na skalę masową - poczynając od nauk ścisłych po humanistyczne - to przeznacza ogromne publiczne fundusze na m.in. koło fortuny, latynosów kręcących oberki na sylwestrze w Zakopanem, 80-letnie gwiazdy italiano disko, i na własną nomenklaturę. To błędne koło nomenklatur trwa, czy to w postaci partii czy w postaci nomenklatury post-komunistycznej, czyli potocznie mówiąc tzw. resortowych dzieci.
Do polityki i całej otoczki z nią związanej trzeba nawiązywać, ponieważ ma to wpływ na większość aspektów życia. Głównym problem jest to, że tzw. kłótnie polityczne odnoszą się do osób, a nie do idei, cały rynsztok odnosi się do osób, które zazwyczaj nic sobą nie reprezentują. Najważniejszą zmianą mentalnościową w doszczętnie przerzedzonym społeczeństwie polskim, które z powodu braku elit u władzy po 1989 roku, bezwzględnie ucierpiało, byłoby to - jakby ludzie uświadomili sobie, że polityk to pospolity urzędnik i nikt więcej, pospolity urzędnik, który ma działać na korzyść państwa i być rozliczany ze swojej działalności, polityk to sługa, i taki paradygmat powinien się przyjąć.

Polskie społeczeństwo jest wyjątkowe dlatego, że Polacy zawsze byli wystawieni na największe niebezpieczeństwo, u nas prosty człowiek na ulicy potrafił przewidzieć więcej niż Zachodni mędrcy strategii, np. w październiku 1939 roku już wielu wiedziało jak się zakończy II wojna światowa. Położenie między Niemcami a Rosją było zawsze wielce niebezpieczne. Warszawa to najważniejszy punkt Europy, gdzie krzyżują się wszystkie drogi północno-centralno-wschodnie. W czasach pokoju położenie to powinno dawać ogromne zyski, tymczasem nie daje; zyski nie tylko z handlu i tranzytu, ale także z tego, że Polacy znają dobrze Niemców i Rosjan oraz Wschód, i wiedzą czego się spodziewać, jakie będą potencjalne zachowania - tymczasem potencjał nie jest wykorzystywany przez nomenklatury, które nie rozwijają Polski.

Część III