Ardra.pl

Maski i tożsamości. Część III


12.02.2022

Część I Część II

Epitafium dla marszałka Pułaskiego.

23 lipca 1777 roku w pobliże Bostonu do Marblehead dopłynął statek. 32 letni Kazimierz Pułaski zszedł na ląd wdychając intensywnie powiew oceanicznego świeżego powiewu wiatru, od dwóch lat trwała wojna o niepodległość Stanów Zjednoczonych, w której koloniści zamierzali wyzwolić się spod wpływów Wielkiej Brytanii. Pułaski miał rekomendację polecającą od Benjamina Franklina, skierowaną do Jerzego Waszyngtona, uzyskał ją dzięki swojej sławie w całej Europie oraz dzięki znajomości z ministrem spraw zagranicznych Francji - Claudem Carloman de Rulhière, jaki i dzięki markizowi de La Fayette. Zbuntowane kolonie prowadziły wojnę, tak doświadczony żołnierz jak polski hrabia, był dla Amerykanów bezcenny. Statek z portu w Nantes płynął do Nowego Świata 48 dni, w tym czasie poza grą z marynarzami w karty, Polak oddawał się licznym wspomnieniom i rozmyślaniu.

Myślał o dzieciństwie w Winiarach pod Warką, o licznych polowaniach i innych wyczynach uskutecznianych w Puszczy Kozienickiej, o rzece Pilicy nad którą spędzał w dzieciństwie tak dużo czasu, myślał o matce i siostrach, a najbardziej o siostrze Annie, zakonnicy kanoniczce, z którą miał żywy listowny kontakt, i która była mu najbliższa, myślał o ojcu i starszym bracie, którzy zginęli w 1769 roku podczas wojny z Moskalami, myślał o licznych bitwach, obronie Okopów Świętej Trójcy, Jasnej Góry, myślał o swoim szczęściu, w które jeszcze wtedy wierzył - planował zaatakować Warszawę, już pod sam koniec wojny, miał wtedy bezpośrednio 6 000 koni, poszliby za nim jak hetajrowie Aleksandra klinem pod Gaugamelą, nie było jednak dostatecznej ilości piechoty, nie było sojuszników – wiedział, że konfederacja miała duże szanse na zwycięstwo, wszak 3/4 ludności kraju popierało konfederatów, zawiodła polityka, większe posiłki z Francji i chociaż bierna postawa Austriaków, zamiast ciosu w plecy. No i ten marionetkowy carski król, którego decyzja mogła wszystko odmienić, jakby opowiedział się jawnie po stronie Polaków; chociaż akurat jego, Kazimierz uważał za tchórzliwego pachołka Moskwy i nędznego intryganta, więc nie liczył nań. Gdy Rosjanie zdali sobie sprawę, że przegrywają, wciągnęli w knowania Prusy i Austrie – wszystko się zakończyło.

Najintensywniej jednak myślał o niespełnionej miłości, mężatce, Franciszce z Krasińskich – żonie królewicza Karola Krystiana Wettyna, z którą spędzał wiele czasu przebywając na jego dworze za młodu, z którą widział się wielokrotnie w różnych okolicznościach już podczas samej Konfederacji barskiej oraz później, gdy był na zesłaniu. Pułaski miał w planach uczynić z Franciszki - królową Polski, obsadzając Wettyna na tronie jako marionetkę (Wettyn miał prawo do polskiego tronu, po ojcu).

Konfederaci chcieli wygnać Moskali z Rzeczpospolitej, długa wojna trwała cztery lata, nie udało się. Ostatecznie Kazimierz musiał wyjechać z kraju uwikłany w porwanie króla, którego zamierzano zmusić do abdykacji; porwanie, które od początku było zinfiltrowane, i w którym Pułaski tyle uczestniczył, że o nim tylko wiedział.
Po wydostaniu się z rąk spiskowców, król zaczął pod wpływem carycy Katarzyny II i ambasadora Repnina rozgłaszać po całej Europie intrygę, jakoby Pułaski był domniemanym królobójcą - od kilku lat, hrabia posiadał ogromną sławę na całym kontynencie ze względu na wojskowe wyczyny - Moskale postanowili uderzyć w niego dezinformacją. Finalnie po klęsce Konfederacji barskiej, Pułaski udał się na wygnanie, z haniebnie i nieprawdziwie przypisanym stygmatem domniemanego królobójcy; rozpoczęła się tułaczka - od Niemiec, Drezna, Francji, Turcji i znowu Francji - wydalano go z każdego państwa ze względu na wpływy Katarzyny II i jej polskich pachołków. Pułascy utracili prawie cały majątek (108 wsi i 14 miasteczek), przeznaczając go na zaciągi i sprawę konfederacji, resztek Kazimierz stacił w Turcji, gdzie liczył na udział w wojnie turecko-rosyjskiej. Minęły cztery lata męczącej tułaczki, latem 1777 roku pozostał praktycznie bez pieniędzy z długami, dopiero wtedy udało się wypłynąć do Ameryki, z resztą było to także kosztowne, ale Franusia wysłała sporą ilość dukatów m.in. na podróż co mu pomogło; był to plan kilkuletni, wygrać wojnę, i wracać do Europy, Polski.

… zszedł na ląd, Amerykanie byli bardzo podejrzliwi, nieufni wobec przyjezdnych - wszędzie łypali za angielskimi agentami, twarze mieli bardziej zahartowane od Europejczyków, jednak jakoś bezrefleksyjne, zwierzęce - nie podobało mu się za oceanem - koloniści wydawali się prymitywniejsi od ludzi z Europy, wiedział jednak, że jest tu potrzebny. Angielskiego początkowo nie znał - w tamtych czasach znało się francuski, niemiecki, ale nie angielski. Z początku sprawiano mu trudności, jednak po spotkaniu z Waszyngtonem w Pensylwanii został przyjęty do wojska. Stworzył własny korpus, został generałem, wziął udział w paru bitwach, uratował nawet życie Waszyngtonowi, następnie Pułaski złożył wymówienie z wojska i zaproponował stworzenie własnego legionu na służbie amerykańskiej, z zachowaniem tytułu generała brygady - kongres się zgodził, tak powstał Legion Pułaskiego, kontynuowano szlak bojowy.



Rycina - Pułaski otrzymuje sztandar Legionu wykonany przez Siostry Morawskie, Bethleyem, Pensylwania.

Kawaleria w wojsku amerykańskim była nieliczna, lecz dobrze wykorzystywana - bezcenna, a na tym się znał najlepiej, z resztą w każdej potyczce, pierwszy ruszał na wroga, zawrotnie szybko rąbał szablą i strzelał lekceważąc niebezpieczeństwo - biegnąca, górująca nad wszystkim kawaleria, tworzyła atmosferę strachu wśród wrogów.

Przyszedł wrzesień i październik 1779 roku, planowano zająć Savannah, plan opracował admirał Charles d’Estaing - operacja wojskowa się jednak nie udała, d’Estaing został ranny i zniesiono go z pola walki, o czym oddział Pułaskiego nie wiedział, hrabia wziął paru oficerów i udał się na poszukiwanie Francuza - w sam środek zgiełku, wśród gradu kul, bagnetów, świstu broni, został rażony przez Anglików z kartacza w prawą pachwinę, wydostał się jednak do namiotów przy polu walki. Chirurg James Lynach wyjął kulę z nogi Polaka. Pułaski pomimo nalegań lekarza, postanowił wycofywać się, gdyż wiedział, że jeśli dostanie się do angielskiej niewoli - oddadzą go Rosjanom; zatem przetransportowano go do francuskiego szpitala na plantacji Bonawenture, jednak tam, a może już wcześniej, w ranę wdała się gangrena, co spowodowało silną gorączkę. Francuscy lekarze byli świadomi, że stan jest bardzo ciężki, nie podjęli się interwencji, nie mieli jak zadziałać, następnie generała przetransportowano na plantację Greenwich - ciężko rannych było wielu. Pojawiła się ostania złudna nadzieja, nieopodal znajdował się zacumowany statek kaperski „Wasp”, rannych i chorych przetransportować miał do Charleston (140km - 90mil na północ), generał jako jeden z ostatnich dostał się na statek - wniesiono go w bardzo ciężkim stanie. Podczas podróży, w silnej gorączce stracił siebie z pola widzenia. Ciało oddano falą oceanu.

Rymkiewicz, polskie dylematy, motywy, wzorce, KęKę, plastikowy tulipan.

3 lutego 2022 w wieku 86 lat zmarł wybitny polski dramaturg, poeta, badacz, znawca romantyzmu polskiego, profesor literaturoznawstwa Jarosław Marek Rymkiewicz, postać symboliczna dla poprzednich dwóch pokoleń Polaków, postać, którego twórczości nie znam; znaczy znam, ale praktycznie tyle co nic, bardzo pobieżnie m.in. film pt. „Poeta Pozwany” (reż. Grzegorz Braun). Dekadę temu starszy dobrotliwy pan, patriota został pozwany przez spółkę Agora S.A. wydawcę Gazety Wyborczej; został skazany za wolność słowa na grzywnę, gdyż stwierdził, że środowiskiem związane z ów spółką - decydenci chcą, aby Polacy nie byli Polakami i poetę pozwano, czyli zostało naruszone prawo do wolności wypowiedzi w 2011 roku i formalnie zasądzone.

Znam także książkę pt. „Wieszanie” – szkic historyczny, opowiadający m.in. o wydarzeniach, które miały miejsce podczas Insurekcji kościuszkowskiej, kiedy to warszawski tłum wieszał obrazy zdrajców Polski, powieszono także kilka osób faktycznie, członków Konfederacji targowickiej (która to, pod zwierzchnictwem Rosji opowiedziała się przeciwko Konstytucji 3 maja i reformą Sejmu Wielkiego) – było to symboliczne uśmiercanie wrogów kraju. Poeta żałował, iż w 1989 nie było rozliczenia komunistów i katów, ponieważ po osądzie i rzetelnym rozliczeniu - Polacy mogliby stać się wreszcie dumnym narodem, państwem, które nie ulega obcym wpływom (gospodarczym). Mówiąc ogólnie, poeta chciał, aby w Polakach ukazał się duch Samuela Zborowskiego i Tadeusza Reytana, czyli w pewnym sensie szaleństwa i desperacji. Zborowskiego faktycznie w 1989 roku nie było, Reytanem było KPN (Konfederacja Polski Niepodległej); prof. Rymkiewicz uważał, że takie podejście, Polaków jako naród czynny, sprawczy – oczyściłoby. Zapewne w pewnym sensie miał rację, gdyby to się stało, dzisiaj Polska wyglądałaby zupełnie inaczej, jednak Polacy najzwyczajniej nie chcieli tego dokonać, z różnych przyczyn – elit też niestety zabrakło. Zatem zdaje się, że wizja poety, czyli pewien archetyp szaleńczo-desperacki nie pasuje do Polski. Trudno też zgodzić się z opinią twórcy, iż Powstanie warszawskie było słuszną rzeczą, jakiegoś rodzaju koniecznością, przejawem quasi-szaleństwa, gdyż zwierzchnictwo Sił Zbrojnych Polski (gen. Sosnkowski i gen. Anders) zabroniło wywoływać powstanie - tak naprawdę decyzja spoczywała na dosłownie paru osobach (2-3). Nawet podczas ofensywy radzieckiej na Warszawę, która mogłaby nastąpić jakby nie doszło do powstania, szkody byłyby stokroć mniejsze.

Od 1989 roku minęło 30 lat, Polacy stali się tanią siłą roboczą wielkich korporacji, katów komunistycznych nie rozliczono, większość na sowitych emeryturach w spokoju dożyło swoich dni, temat został zamknięty. Uważam, że zamiast symbolicznego „wieszania”, powinno odbyć się „przenoszenie” czyli symboliczne usunięcie grobów Bierutów i innych głównych komunistów, w sensie przeniesienia na cmentarze radzieckie, w Polsce każdy cmentarz z czerwonoarmistami jest wielce zadbany, i tam też jest miejsce komunistów, czyli tych którzy im służyli. Byłby to wielki gest symboliczny wobec naszych przodków – czyli wszystkich razem i każdego z osobna, którzy czynem, słowem i gestem udźwignęli ciężar obowiązku w latach 1944-1956. III RP definiuję jako cień margrabiego Wielopolskiego, bez samego margrabiego; w ogóle cały XX wiek, i wcześniej XIX – Polacy, zazwyczaj bezimienni, w licznych okolicznościach, mieli swoje Savannah, panosząc się jak lwy po całym świecie. Jeśli miałbym dobrać dwie postacie z epok poprzednich, konfrontacyjnie do Zborowskiego i Reytana - wybrałbym dzisiaj Michała Sędziwoja i Kazimierza Pułaskiego. Czyli połączenie wielkiego odkrywcy, naukowca, alchemika, który posiadał tak wielką intuicję, że na dworze zaczęto przypisywać mu zdolności parapsychiczne; i werwę ułańską ostatniego polskiego rycerza - hrabiego Pułaskiego, gromiącego swoimi zagonami przeciwników, z morale jak z piosenki o Drewiczu, napisanej przez anonimowego żołnierza podczas obrony Jasnej Góry - te archetypowe zachowania chciałbym widzieć u Polaków. Do tej dwójki można by dodać jeszcze czwartego wieszcza narodowego - Witkacego.

Z brakiem symbolicznego rymkiewiczowskiego „wieszania” i konsekwencjami z tym związanymi, wiąże się uwłaszczenie polskiego przemysłu i tu warto powiązać to m.in. z pewną również symboliczną postacią, ze świata muzyki, mam na myśli rapera KęKę (Piotra Siare) (dzisiaj jednego z najpopularniejszych przedstawicieli tego nurtu muzycznego w Polsce, na youtube ponad 500 milionów wyświetleń), jest to synonim pewnego pokolenia Polaków; KęKę jest raperem z radomskiego gierkowskiego blokowiska Ustronie, będącego szczytem piękna myśli architektury radzieckiej uskutecznianej na terenie Polski z żelbetonowych płyt. Odnosząc się do jego twórczości mam na myśli szczególnie ekspresjonistyczne utwory tzw. „nielegale” czyli mało popularne z wczesnego okresu: Niesprawiedliwi, Spowiedź, Miejski sport cz. 2 KęKę - Co Chwilę, Sentymental. Jest to w pewnym sensie m.in. quasi-sloterdijkowski bank gniewu, wynikający ze straconych 90’ lat polskiej gospodarki i braku dekomunizacji.

Pozostając przy tym gatunku muzycznym, wydaje się, że około 40 latkowie są ostatnimi przedstawicielami oddźwięku sztuki wyrażającej się przez ten rodzaj muzyki (najpopularniejszy wśród młodzieży) w Polsce, np. raper Sokół (Wojciech Sosnowski) i jego utwór pt. Plastikowy tulipan jest bardzo trafnym, metaforycznym, współczesnym przedstawieniem obecnego stanu Polski, być może nawet całościowej metafory w pewnym sensie (o ile ktoś nie zinterpretuje tego jako drużyny piłkarskiej); jednak to pokolenie 40 latków, chyba jako ostatnie potrafi w jakimś sensie żonglować metaforami (zdaję sobie sprawę, że nie można nic oczekiwać od tego gatunku, ale niestety wyprodukowali po sobie pokolenie 20-30 letnich ogłupiaczy nastolatków, w znacznej większości - pokolenie wyrzucające z siebie ciągi przypadkowych wyrazów, zachowujące się jak małpy). III RP to dosłownie Plastikowy tulipan.

Maybe Logic? Logicy u bram nieskończoności.

a) Cały czas odnoszę wrażenie, że sens tego całego przedsięwzięcia zwanego życiem umysłu - czym to faktycznie jest - klucz do opisania tego, jest wśród wielkich logików, jak m.in. Stanisław Leśniewski, Kitaro Nishida, Gottfried Wilhelm Leibniz. Zawsze w efekcie finalnym, największe prawdy są jakimiś krótkimi wzorami, krótkimi zdaniami, krótkimi znakami. Trzeba to badać, tylko kto ma czas, chęci i najważniejsze - umiejętności, aby rozbijać sobie o to głowę.

Nishida (japoński Einstein) twierdził, że postrzegamy wydarzenia w intuicji aktywnej, kształtując je dzięki postrzeganiu, a naszym punktem wyjściowym, ciągłym punktem zero jest indywidualna subiektywność. Działanie jest funkcją kształtowania – człowiek jako element świata, który sam się kształtuje. Aby podmiot stał się żywym-podmiotem, musi następować jego odradzanie – podmiot jako uniwersalno-kreatywna część historycznego świata, jednocześnie będący absolutnie sprzecznie samo-tożsamy. (jak w jakimś splątaniu kwantowym, teoria zmiennych ukrytych etc.). Ja to widzę jako ciągły akt możności w wiecznym samo-zaprzeczaniu.

Człowiek jest siłą konstruktywizmu historycznego świata, która ma charakter idei, dlatego tworzone przez człowieka rzeczy powinny mieć charakter uniwersalny, człowiek musi tworzyć uniwersalne otoczenie, w taki sposób uzyskuje życie wieczne. Tu występuje paradoks, że podmiot zawsze kształtuje otoczenie, natomiast otoczenie ukształtowane przez podmiot, nie jest jego własnością. Intuicja jest wewnętrznie sprzeczna, świat musi być wewnętrznie sprzeczny (splątany), aby stać się kreatywny, jeśli ma się rozwijać.

Nishida pisał. Z punktu widzenia intuicji aktywnej to co napiera na człowieka w akcie intuicji jako przeszłość historyczna, neguje go u samych podstaw jego życia – to co jest dane ma charakter diaboliczny – napiera na nas i kusi na zasadzie logiki abstrakcyjnej, przybierając ciągle kształtującą się maskę prawdziwości. Człowiek wkraczając w sferę absolutnej przyszłości, przeciwstawia się absolutnej przeszłości, która wdziera się w najgłębsze pokłady jego świadomości, kształtując w intuicji aktywnej, czyli będąc kreatywnym elementem samokształtującego się świata. (…) Świadomość jest możliwa dzięki sile sprzeczności, natomiast determinacja przyczynowo-skutkowa, przeszłość historyczna jest tym co neguje „ja” i dociera jednocześnie do samych głębin indywidualnej świadomości człowieka oraz oddziałuje na niego z najgłębszych zakamarków jego własnej duszy.

Sednem jest wieczny kreator – czyli wieczny akt możności. Tylko z perspektywy całego wszechświata, na pewnym poziomie wszystko i tak jest jednym i tym samym, aktem wiecznej kreacji. Jako monada jesteśmy na równi sumą całej przeszłości, tak samo, jak sumą przeszłości gatunku jest ciało homo sapiens – ale zasadniczo homo sapiens ma tylko jeden cel z perspektywy biologii, przedłużyć gatunek. Zgubna tzw. kultura zachodu idzie w nicość, z jednego powodu – kultura oderwana od podmiotu jest tym co utworzone - otoczeniem.

b) Mamy zdanie - Witkacy wyskoczył z okopów, aby zaatakować legiony Piłsudskiego.

Leśniewski uważał, że zdania istnieją niezależnie od czynników, które dają im siłę/które je uprawomocniają. Zdania są wieczne i odwieczne – czyli było ono prawdziwie zanim Witkacy wyskoczył z okopów. Problem dotyczący przyszłości i logiki dwuwartościowej jest taki, iż nie istnieje miara mogąca ukazać jej prawdziwość lub fałszywość (bo jeszcze nie zaistniało). Leśniewski uważał, że zdania istnieją niezależnie od wartości, które dają im moc.

Logika Leśniewskiego ukazuje poniekąd dwuznaczność świata myśli i świata natury. (Co przedstawiłem w Mitologii pamięci cz. III) – to są rzeczy nowe, niejasne, niemożliwe do zbadania, chyba, że fizyką, biologią, matematyką?

Trzeba dalej myśleć, co z dorobkiem polskiego pragmatycznego-romantyzmu (pragmatycznego-mesjanizmu). Nie żyjemy w epoce Ptolemeuszy tylko w epoce partyjniaków, ciemniaków, małp i pseudo-liberałów. Tymczasem dorobkiem polskiego romantyzmu jest m.in. to, żeby fizycy czytali biologów i logików, biolodzy - matematyków i logików, matematycy – fizyków i biologów etc. Filozofowie, którzy zdali sobie sprawę, że obecnie filozofia jest trupem - zaczynają zwracać się w kierunku literatury jakby instynktownie.

Ciało ludzkie jest częścią natury (zwierzę homo sapiens), ego/ludzkie JA jest bezpodstawne, gdyż jest zbiorem historii z pamięci własnej. Myśli są martwe tj. są zbiorem informacji, ciągle pobieranych z pamięci własnej via z otoczenia zewnętrznego i wewnętrznego, w wiecznej kreacji naprzód. Czym wiec jesteśmy? Skoro rzeczywistość - uwaga, zauważenie - natychmiast niszczy myśli, gdy się na nich u-punktowi, być może trzeba zwrócić uwagę na odkrycia Karola Libelta. Byt jako uma - jednostka czucia. Arystoteles uważał, że nie ma nic w umyśle, czego by przedtem w zmysłach nie było w dziele O duszy.

Włodzimierz Sedlak jest prawdopodobnie pierwszym mistykiem (na świecie), jednocześnie nauki i religii (Teologia światła, czyli sięganie nieskończoności).