Ardra.pl

O zachowaniu na straconym posterunku. Część V


1.11.2021

Część I Część II Część III Część IV

W sidłach ludożerców.

Na przełomie wiosny i lata 1945 roku, tereny od Białegostoku do Suwałk, liczne wsie, miasteczka, kontrolowane były przez Armie Krajową Obywatelską (AKO). Organizacja ta powstała w lutym 1945 roku – powołał ją płk. Władysława Liniarski, dowódca Okręgu AK Białystok; szacuje się, że w momencie powstania liczyła około 26-28 tyś osób – czyli wszystkich żołnierzy AK, którzy zostali na tym terenie po przesunięciu się sowieckiego frontu. AKO działało na terenie północno-wschodniej Polski, stając się później częścią organizacji WIN (Zrzeszenia Wolność i Niezawisłość). Jednym z większych oddziałów były jednostki – w pewnym sensie Brygada - stacjonująca na terenie Puszczy Augustowskiej. Po przejściu sowieckiej nawałnicy były to tereny totalnie spustoszone i rozkradzione, wcześniej, na Wileńszczyźnie, jak i całych Kresach, zesłano w głąb Rosji dziesiątki tysięcy Akowców, resztę zamordowano; od późnej jesieni 1944 do zimy 1945 na terenie całej Polski żołnierze AK i NSZ uznawani byli przez Sowietów za śmiertelnych wrogów. Armię Krajową – Sowieccy okupanci nazywali - zbrodniczą nielegalną organizacją. W związku z falą represji, wyroków śmierci i zabójstw – Sowieci byli znienawidzeni na terenie całej Polski.

Latem 1945 Suwalszczyzna kontrolowana była przez AKO. W tym okresie komuniści mieli pełną władzę praktycznie tylko w Białymstoku – jako dużym mieście. Bolszewicy przez tereny północnej Polski wiedli liczne zrabowane mienie polskie, np. kosztowności czy wszystko co w ich prymitywnym rozeznaniu wydawało się wartościowe, wiedli też zrabowane bydło, np. raz oddział AK rozbił sowietów pędzący 1500 krów, zrabowanych z wszystkim możliwych wiosek, pozostawiając chłopów bez możliwości wyżywienia, dlatego też, praktycznie znaczna większość żołnierzy AKO, pochodziła z lokalnych miejscowości, o reszcie, stanowili żołnierze z Kresów, którym udało się wycofać, do AKO dołączyła także sporo część Litwinów – około 300-500 osób. Na samej Suwalszczyźnie do końca maja 1945 AKowcy przejęli 17 z 18 posterunków UB, kontrolowano praktycznie całości terenu od Suwałk do Augustowa.

Latem 1945, Londyn, Nowy Jork, Paryż, Rzym, Bruksela, Amsterdam – każde z tych miast wiwatowało, w związku z „zakończoną” II wojną; tymczasem w Polsce był to dopiero początek tragedii - lato 1945 można traktować jako jeden z najgorszych okresów w najnowszych dziejach Polski. W tym czasie, każdy żołnierz Polski z organizacji AK i NSZ – traktowany był przez Sowietów jako „bandyta”, mordowany lub zsyłany.

Lato 1945 na Suwalszczyźnie było ciepłe, jak prawie każde polskie lato. Sowiecki wywiad Smiersz – Informacja Wojskowa, wyliczyła, że na ów terenie (samej Suwalszczyzny) musi stacjonować ok. 8 tyś. AKowców. Były to jednak liczby zawyżone, w Puszczy Augustowskiej i okolicach stacjonowało ponad 3 tysiące polskich żołnierzy. Sowieci postanowili ściągnąć na te tereny 50 tysięczną regularną armię – 3 Frontu Białoruskiego, w skład której wchodziły wewnętrzne wojska NKWD, oraz około 150-200 osobowy oddział Ludowego Wojska pod komendą NWKD (na czele jednego z oddziałów sowieckich stał typowy przedstawiciel żydokomuny, późniejszy prominentny komunista – Maksymilian Sznepf, do którego jeszcze wrócimy).

Ciepłym latem 1945 rozegrała się tragedia, największe jednorazowe ludobójstwo na narodzie polskim dokonane od razu po „zakończeniu” II wojny światowej.

Obława…

Wiele jednostek polskich stacjonujących w okolicach Puszczy Augustowskiej zostało ostrzeżonych o dużej koncentracji bolszewickich wojsk; ostrzeżonym udało się ewakuować, jednak pewna część polskich oddziałów pozostała nieświadoma zagrożenia. W taki sposób rozpoczął się „mały Katyń”’. Sowieci proceder zaczęli 10 lipca. Wielka horda wojskowa otoczyła liczne wsie, wszystkich przeszukiwano, brano do niewoli, brutalnie torturowano kobiety i nieletnich, stworzono liczne prowizoryczne obozy.

Od 10 lipca horyzont Suwalszczyzny spowity był komunistami - idącymi szykami zwartymi oraz tyralierami. Przeczesując tereny zatrzymano około 8 tysięcy osób ze wszystkich wsi; podczas przesłuchiwań wymuszano przyznawanie się do fikcyjnych zarzutów oraz przynależności do AK; więźniów torturowano w ich własnych stodołach, mieszkaniach oraz w obozach przejściowych - dokonano licznych morderstw, pastwiono się nad kobietami i nieletnimi, wbijano igły kilku-centymetrowe. Znaczna część uwięzionych nie wróciła już do domów.

W samej puszczy rozegrało się kilka pomniejszych potyczek - przegranych, gdyż szans nie było z taką ilością regularnej armii; żołnierze przebijający się przez obławę, starali się wydostać z okrążenia. Największą bitwę stoczył 15 lipca, 170 osobowy oddział Władysława Stefanowskiego ps. ,,Grom” w okolicach jeziora Brożane. Kilku osobą udało się przebić podczas potyczki, kilku innym udało się przeczekać obławę będąc zanurzonymi w jeziorze – przykrytych nenufarami z wynurzonymi trzcinowymi rurkami, przez które oddychali, czekając w toni jeziora; większość oddziału zginęła, sam „Grom” dostał się do niewoli Informacji wojskowej – kontrwywiadu Smiersz; następnie był brutalnie torturowany i zamordowany.

Wielu Polaków zginęło w nierównych potyczkach, wielu było brutalnie przesłuchiwanych, następnie Sowieci, dostali rozkaz z Moskwy, aby zlikwidować pewną część uwięzionych. Wywieziono w nieznanych kierunkach od 600 do 1000 pojmanych osób, już nigdy nie wrócili; gdzie ich zamordowano, nie wiadomo po dziś dzień, w PRLu było to objęte tajemnicą, gdyż rząd ludowy i organy wewnętrzne PRLu złożone były z agentów Stalina, głównie Żydów, jak i paru innych komunistów – zakazano o tym mówić. Masowego morderstwa dokonano prawdopodobnie na terenie dzisiejszej Białorusi.

Sama bolszewicka akcja wojskowa w obrębie Puszczy Augustowskiej trwała od 10 do 19 lipca – potem już tylko przesłuchiwania i wywózki, oraz ponowna inwigilacja licznych wsi.

Jak wspominał jeden ze świadków.

Samochody wypełnione enkawudzistami pojawiły się w Białej Wodzie pod wieczór 27 lipca 1945 roku. Skierowały się ku gospodarstwu Wysockich. Ludwik Wysocki akurat grabił siano na pobliskiej łące, zaś w jego domu odbywała się narada żołnierzy Obwodu Suwalskiego AKO, czyli Armii Krajowej Obywatelskiej. „Ruskie jadą!” – zdążył krzyknąć 15-letni Romek Wysocki, kiedy auta wtaczały się już na podwórko. Zaalarmowani akowscy wysypali się z domu i uciekli. Sowieci zarekwirowali dokumenty i radiostację. Przede wszystkim jednak zatrzymali Ludwika, jego dwie córki: 17-letnią Anielę i o pięć lat starszą Kazimierę oraz narzeczonego tej ostatniej – Aleksandra Glinieckiego. Wszyscy służyli w AK, a po jej rozwiązaniu w AKO. – Ja miałem wówczas siedem lat. Widziałem, jak ich prowadzą przez podwórko. Podbiegłem do taty. „Muszę z wami jechać, żeby was bronić”– krzyknąłem. A tata spokojnie mnie odsunął i powiedział: „Ty zostań i wszystkiego pilnuj” – wspomina ks. Stanisław Wysocki. Ani ojca, ani sióstr nie zobaczył już nigdy więcej.

Tyle przyszło dla żołnierzy Armii Krajowej, którzy przez 6 lat okupacji niemieckiej walczyli z hitlerowcami, a potem do lutego 1945 kontynuowali walkę o wolną Polskę. W komunistycznej polsce ludowej nie można było o tym ludobójstwie mówić; a sam Jerzy Urban (postać wyjątkowo niegodna, propagandzista komunistyczny) jeszcze w latach 80’ zaprzeczał temu wydarzeniu, do dziś nie ma pełnej listy ofiar, ani miejsca gdzie zostali zgładzeni. Rodziny polskie, którym bliskich zamordowano - głodowały w następnych latach oraz były nadal inwigilowane przez UB.

W obławie uczestniczył oddział sług Stalina - ludowego wojska - w liczbie około 200 osób, jednym z dowódców był typowy reprezentant żydokomuny, będący przykładem post-komunistycznego zakłamania – żołnierz Armii Czerwonej i Ludowego Wojska płk. Maksymilian Sznepf - późniejszy prominentny dygnitarz, cały okres stalinizmu na służbie, dożył swoich dni do 2003, już po 1989 na sowitej emeryturze, zasłużony w budowaniu komunizmu w Polsce.

Obława augustowska była największą powojenną jednorazowo wykonaną zbrodnią na narodzie polskim dokonaną kilka tygodni po „oficjalnym” zakończeniu II wojny światowej w Europie. Tymczasem w Polsce ta wojna jeszcze trwała długie lata; była to już typowa wojna obronna prowadzona przez jednostki Polskie przeciwko Sowieckim okupantom i ich pachołkom.

Od końca lata 1945 liczne pacyfikacje, obławy były stosowane wobec Polaków i Litwinów na terenie ziem zabranych – niestety dzisiaj nie ma możliwości oszacować skali tych sowieckich działań – wielu bohaterów pozostanie na zawsze bezimiennych.

Wspomnienie o kpt. Marszewskim – czyli o Polsce, którą nie dość, że nam zabrano, to chce się usilnie ją wymazać oraz zafałszować.

W styczniu 1946 powstał Komitet Porozumiewawczy Organizacji Demokratycznych Polski Podziemnej (KPODPP). Była to organizacja mająca na celu zjednoczyć wszystkie frakcje polityczne Wojska Polskiego, działające w podziemiu antykomunistycznym. Na jej czele stanęli ppłk. dr hab. Wacław Lipiński - (autor m.in. dziennika z wrześniowej obrony Warszawy, zamordowany przez sowietów w 1949) oraz kpt. Włodzimierz Marszewski; człowiek, który w normalnych okolicznościach sprawowałby po wojnie najwyższe państwowe stanowiska, wybitny działacz niepodległościowy, uczestnik I wojny światowej w Armii Carskiej, a następnie I Korpusie Polskim w Rosji, i Błękitnej Armii - Armii Polskiej we Francji. W czasie wojny polsko-bolszewickiej oficer łącznikowy Wydziału Zagranicznego Oddziału II (czyli oficer wywiadu „dwójki”), dyplomata wojskowy w USA. Po wojnie działacz związany ze stowarzyszeniem Kupców Polskich – wprowadzający nowe rynki w kraju. W 1926 po przewrocie majowym, działacz Stronnictwa Narodowego (SN) – próbujący doprowadzić do porozumienia poróżnionych stronnictw politycznych. Działał w związkach zawodowych – zjednoczeniu zawodowym „Praca Polska” – którego głównym celem był rozwój gospodarczy Polski, poprzez doprowadzeniu do współpracy wszystkich warstw społecznych. Włodzimierz Marszewski był również wybitnym sportowcem, jednym z czołowych polskich przedwojennych tenisistów. W czasie wybuchu II wojny – działał przez 6 lat w konspiracji (w kampanii wrześniowej stracił starszego syna), najpierw od 1940 jako emisariusz, po 1944 szef wywiadu, wydziału II, NSZ-AK. Podczas powstania warszawskiego na ochocie, obleganej przez SS RONA (bolszewiccy-ss-mani) – tzw. rzeź ochoty, ratował kobiety przed morderstwami, potem organizował pomoc dla ludzi w pruszkowskim obozie. Wraz z okupacją sowiecką od końca 1944 roku, objął stanowisko szefa oddziału drugiego Narodowego Zjednoczenia Wojskowego (NZW), następnie przez pewien czas komendanturę główną NZW. W ramach działalności w KPODPP autor opracowania memoriału o sytuacji Polski pod okupacją sowiecką do ONZ - przekazanego do zagranicznych ambasad. Dążył także do zbliżenia SN z kościołem, wielokrotnie spotykając się z prymasem Augustem Hlondem oraz kardynałem Adamem Sapiehą. Będąc świadomy ciężkiego położenia organizacji KPODPP, mógł przedostać się na Zachód, pozostał jednak w kraju, gdyż, kapitan ostatni opuszcza swój statek. Włodzimierza Marszewskiego Sowieci aresztowali w styczniu 1947 roku. Oskarżycielami byli m.in. Józef Goldberg vel Różański, sowiecki żołnierz płk. Stanisław Zarako-Zarakowski, a także mjr. Leo Hochberg. Przeprowadzano brutalne śledztwo i tortury, w których nikogo nie wydał – wyrok śmierci. Rodziny żyjącej w bardzo ciężkich warunkach nie powiadomiono o wyroku - gdy po pewnym czasie żona dowiedziała się gdzie przebywa Włodzimierz, udało jej się uzyskać 15 minutowe widzenie - 16 lutego 1948 roku, prawie nic nie powiedzieli do siebie, ból był zbyt mocny. Wcześniej w styczniu pozwolono na 5 minutowe widzenie z młodszym synem. W marcu Marszewskiego zamordowano po katyńsku, strzałem w tył głowy – ciało zostało rzucone poza ogrodzeniem cmentarza znajdującego się przy ul. Wałbrzyskiej na Służewie – ciała oprawcy zakopali w nieznanym miejscu poza murem w nocy. Tak dogorywała Polska w tamtych latach – ludzie, którzy w normalnych okolicznościach budowali-by kraj – byli mordowani, a następnie w workach zakopywani w nieznanych miejscach. Piękną postacią był Włodzimierz Marszewski, członek Tajnego Zarządu Głównego Stronnictwa Narodowego i przewodniczący Komitetu Porozumiewawczego Organizacji Polski Podziemnej, utworzonego w 1946. Aresztowano go 7 stycznia 1947, a stracono 10 marca 1948. W śledztwie wyróżnił się mężną postawą. Na długoletnie więzienie (ponieważ poszedł na współpracę z UB) skazany został Wincenty Kwieciński, prezes Stronnictwa Pracy, po wojnie jeden z dowódców WIN (Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość). Znana jest relacja, gdy po otrzymaniu wyroku klęknął on w celi przed Włodzimierzem Marszewskim i poprosił go o przebaczenie, za to, że obciążył go w śledztwie. Ten podniósł Kwiecińskiego, ucałował go i oświadczył, że nie ma nawet mowy o tym, by myśleć o przebaczeniu, ponieważ są przyjaciółmi i Marszewski nie ma żadnych pretensji. - przekazał w realcji inny więzień, Czesław Leopold – setki takich ludzi zabrano Polsce po 1945 roku.



Włodzimierz Marszewski lata 20' XX w.

W wielu polskich miastach powinny być ulice Marszewskiego, Jana Morawca, Ruty Czaplińskiej i setek innych zapomnianych żołnierzy NSZ i NZW. Jest to kolejny dobitny przykład tego, że dobro i zło – dotyczące okresu 1944-1989 musi być wskazywane.

Jeśli oni wrócą, wróci wtedy normalność – ponieważ normalnością będą właśnie takie wzorce – ludzi najwyższej próby. I w tym miejscu nie ma znaczenia podział na Prawice czy Lewice. Nic nie jest tym za co się ma – Prawica rządząca to centralistyczny-socjalistyczno-odrealniony twór. A Lewica głównego nurtu to nieświadome pelikany na służbie z-biurokratyzowanych molochów, podjudzane przez grupkę polonofobów oraz pozostałości po PZPRze.

Narodowcy, z kolei, w obecnej chwili nie wydają się posiadać możliwość na wyjście poza sztuczne bańki nałożone na nich, wyjść i powiększyć swoje wpływy. Narodowcy w międzywojniu to były elity intelektualne; po 1944, fizycznie zlikwidowani (resztek został na emigracji). Obecni narodowcy daleko odbiegają od swojego potencjału, a na pewno nie są tym czym byli ich protoplaści, którzy przestali istnieć. (A to właśnie Polska musi z-europeizować Białoruś, Ukrainę i Rosję, głównie Rosję, bo to czynnik wiecznie destabilizujący, od-Mosklanie Rosji, nawet jak ma to zająć 100 lat; jeśli to się nie stanie, zawsze w tej części świata, będą szarpaniny).

Atak na Polską naukę i kulturę, czyli wymiana „elit” przez komunistów.

Do 1939 Polska nauka rozwijała się w bardzo szybkim tempie; Polacy zaczynali być elitą naukową Europy - od nauk humanistycznych i prawnych po wybitnych techników, inżynierów (wymieniać można całą listę). Potem przyszła wojna - Niemcy wymordowali znaczną część polskich uczonych, wywózki do obozów; wywózki, których większość nie przetrwała oraz pojedyncze mordy, Akcja AB, czy mord profesorów lwowskich. Wcześniej wraz z kampanią wrześniową zaistniała np. Operacją Tannenberg czyli fizyczna eliminacje elit przywódczych: ludzi sztuki, kultury, sołtysów, przedsiębiorców, polityków, duchowieństwa – Niemcy mieli specjalne listy zawierające ponad 60 tysięcy osób – elit, które trzeba wyeliminować w pierwszym rzędzie, reszta Polaków miała być robotnikami, cała II wojna światowa to eliminacja niezliczonego potencjału intelektualnego II RP. Potem przyszedł komunizm i rok 1948, gdy „czerwoni” postanowili doszczętnie wykluczyć polskich wartościowych naukowców.

Dzisiaj zadajemy sobie pytanie, słuchając tych wszystkich ludzi - skąd się biorą ci wszyscy „polscy naukowcy” z nauk humanistycznych, którzy tak zaciekle, zajadle, wręcz lubują się w atakowaniu Polski i przeinaczaniu prawdy, skąd oni się biorą? Źródeł jest kilka, lecz trzeba wyjaśnić skąd tak naprawdę to się wzięło – mówiąc „to” mam na myśli pewne zjawisko. Skąd się wziął ten typ myślenia i ludzie go reprezentujący. Dlaczego jest tak mało osób wartościowych w opinii publicznej, a tak dużo osób usilnie dyskredytujących polską rację stanu. Czasem pojawiają się jakby pączkując, a czasem samoistnie. Źródło tego zjawiska podlega gruntownemu wyjaśnieniu i przedstawianiu.

Początków trzeba upatrywać około 1948, nastąpiła wtedy zagłada dogorywającej polskiej nauki, były to czasy, gdy marksiści zaczęli rozpędzać się we wprowadzaniu swojej ideologii do tzw. mainstream PRLu. W większości przypadków, z tym systemem było jak z sowieckim wojskiem na terenie Polski - kapral o słabych papierach (często kryminalnych) stawał się majorem, porucznik generałem etc. (zgodnie z przysłowiem - nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera – „chęć szczera” definiowana jako anty-polskość i wyznawania Stalina, a później mono-parti-PZPRu). Podobnie było z nauką, profesury marksistowskie wpisywano sobie często nie posiadając elementarnego wykształcenia – 1948 były czasem, w którym postanowiono wykluczyć ze świata nauki resztek polskich przedwojennych naukowców (m.in. ze szkoły lwowsko-warszawskiej oraz wszystkich innych nie wyznających ideologii komunistycznej); byli to ludzie, którzy często, począwszy od 1945 mimo wszystko – chcieli pozostać na uczelniach i coś robić. Ogólnie od 1948 komuniści, postanowili definitywnie rozprawić się z polskością – nie tylko w obrębie nauki, również w kwestiach społecznych i wojskowych. Były to czasy kiedy to towarzysz Leszek Kołakowski (jako student, asystent) wymachiwał palcem i groził prof. Władysławowi Tatarkiewiczowi, mówiąc, że jak będzie wygadywał takie głupstwa (antykomunistczyne) to partia go nauczy, a towarzysz Zygmunt Bauman szkolił analfabetów z KBW, robiąc z nich wyznawców Stalina, po czym kilka lat później rozpoczął wypisywać michałki w 70 książkach – które, każdy kto się naprawdę przyjrzy tej twórczości, zda sobie sprawę, że za wiele nie wnosi. Dlaczego wymieniam tych dwóch ludzi - Kołakowskiego i Baumana – ponieważ wykreowano ich w latach 90’ (szczególnie Kołakowskiego) na idoli, mędrców - w środowiskach lewicowo-liberalnych postkomunistycznych, związanych z m.in. szeroko-pojętą Gazetą Wyborczą – były to czasy bez internetu, środowisko to, wykreował głównie Adam Michnik (dzisiaj nie są w zupełności tym czym wtedy, pracuje tam wielu ludzi młodych, którzy nie wiedzą, skąd co się bierze). Obydwaj twórcy Kołakowski i Bauman, prosto ze zbrodniczego systemu, a przecież mogli odejść z wojska w 1945, Kołakowski był zatwardziałym marksistą, potem zmienił poglądy, ale trzon został; Bauman, z kolei jednym z propagandzistów stalinowskich, obaj czynnie uczestniczyli w budowaniu zbrodniczego systemu. Właśnie efektem finalnym 50 lat zacofania Polski - było w latach 90' wykreowanie tych dwóch osób na postaci posągowe w środowiskach liberalnych i lewicowych; dzisiaj jeszcze zostają pozostałości w postaci chociażby teorii Andrzeja Ledera.

Lata 90’ można najtrafniej określić słowami z utworu trzech bardów - Grzmijcie gniewem wszyscy święci, handel lud zalewa, Boży! Obce kupce i klienci, w złote wabią go obroże, liczy chciwy Żyd i Niemiec - Dziś, po ile Polska czystość? Kupi duszę, kupi ziemię, i zostawi pośmiewisko.

Nic w świecie nie bierze się z niczego…

Sowieckie środowiska zainstalowane w Polsce od 1944, nie były związane zasadą moralności, ponieważ w tym systemie panował wypaczony-materializm, kult wodza Stalina i partii PZPRu. Dlatego też, komuniści nie mieli problemu z masowymi kłamstwami, czy też np. ogłaszaniem masowych fikcyjnych „amnestii” a później uśmiercaniem ludzi i fikcyjnymi wyrokami, system ten jest kłamstwem w samej swej istocie – w każdym swoim odcieniu.

Procesy karne polski ludowej były fizyczną eliminacją wszystkich, których władza bolszewicka uznała za wrogów komunizmu – czyli wszystkich polskich patriotów. Komunista Leon Schaff stwierdził, że wrogów ludu trzeba mordować w trybie pozasądowym, i napisał prawny podręcznik - napisał sobie prawo, które było wdrażane od 1944 roku - Proces karny polski ludowej. Takie rzeczy były wprowadzane na uniwersytety komunistyczne. Ludzie jak Leo Hochberg z żydokomuny, a ludzi takich były setki – uśmiercali polskie elity – najbardziej wartościowych Polaków. Wszystkie sądy i prokuratury powołano nielegalnie w 1945, powołane zostały przez agentów Moskwy, przywiezionych przez Stalina, głównie Żydów; żydokomuna stanowiła o 40-50% warstwy decyzyjnej PRLu, w tym miała wszystkie najwyższe stanowiska w okresie stalinizmu.

Wraz z 1945 nastała w kraju silna propaganda, prawie wszystkie gazety były opanowane przez żydokomune, propaganda była mocna i trwała, fundowana przez dziesiątki sowiciarzy jak Beniamin Goldberg vel Jerzy Borejsza (brat Józefa Goldberga vel Józef Różański) czy Ferdynand Chaber i wielu innych – wyjątkowo niegodziwe postacie. Co Prawda Polacy wiedzieli swoje, lecz za frakcją żydokomuny stało sowieckie wojsko i NKWD w okupowanej Polsce.

Wszystkie akcje anty-społczne, anty-polskie – jak pogrom w Kielcach, były wewnętrzną rywalizacją między żydokomuną a chamokomuną, gdyż frakcje te, tak naprawdę się nienawidziły. Komuniści żydowscy (wgl. w całej Europie nie tylko w Polsce, Żydzi zawsze sympatyzowali z komunizmem), oraz pseudo-polscy, białoruscy itd. mieli wewnętrzny kompleks innego ponieważ panowała tam toksyczna atmosfera nienawiści i ciągłego strachu, między zwalczającymi się frakcjami – dlatego tak łatwo, środowiska te, wyrobiły sobie kompleks „innego” – byli tożsami z komunizmem, a jednak inni - bo w każdym momencie pod wpływem donosu mogli zostać np. wsadzeni do katowni i torturowani. Pogrom w Kielcach został zorganizowany (praktycznie to prawie pewne) przez komuniste, zrzutka spadochronowego, przeszkolonego przez NKWD w 1940, Władysława Spychaja; Spychaj był dowódcą UB w Kielcach, wcześniej chciał zorganizował pogrom w Rzeszowie, nie udało mu się. Były to chore środowiska, Spychaj niecierpiał Żydów, ponieważ zazdrościł im władzy, którą dostali od Stalina (podobnie jak Diomko vel Moczar), tak jak wspominałem, między chamokomuną a żydokomuną istniała ciągła nienawiść i ciągłe napięcie. Ciężko nam sobie to uzmysłowić, a tym bardziej pisać o tym, jakie to były patologie. Znaczna część tych komunistów z PPR, GL, AL była recydywistami, zbrodnie, których dokonywali na Żydach podczas II wojny, w Polsce Ludowej przypisywali fikcyjnie AK i NSZ.

Jednym z niezliczonych przykładów obłudy w tych środowiskach był major UB Wiktor Herer, naczelnik wydziału śledczego w MBP - w śledztwie przeciw Wiesławowi Chrzanowskiemu w 1948 r. powiedział mu szczerze: „Zadaniem naszym jest nie tylko zniszczyć was fizycznie, ale my musimy zniszczyć was moralnie w oczach społeczeństwa”.

Major UB Herer to człowiek, który uczestniczył m.in. w zamordowaniu Jana Rodowicza ps. „Anoda” – podczas przesłuchania wyrzucono go przez okno, po czym konał na podwórku sowieckiego urzędu. Potem w latach 90' - Herer mówił na procesie, ze on stał tyłem i nie widział; dożył swoich dni na emeryturze sowitej w 2003 roku. Wiktor Herer był „kolegą” Jacka Kuronia, który to wybrał go na jednego ze swoich doradców w latach 80’. Herer był także doradcą rządu Mazowieckiego. Kuroń, z kolei był jednym z ideowych komunistów, odłamie, który stworzył tzw. opozycję do chamokomuny w latach 70’ podczas strajków robotników – w 89 r. gdy „upadła” komuna uczestniczył w tzw. okrągłym stole. Słynne zupki kuroniówki - (upadlające) nalewanie i rozdawanie zup na ulicy przez Kuronia za publiczne pieniądze, czyli robienie sobie w jakimś sensie PR (piaru). Kuroń pod koniec życia miał refleksję szkód, które uczyniła jego frakcja - było już za późno. Po 89’ palono, wynoszono stosy dokumentów – na co zezwalała post-komunistyczna władza.

Od 1944 w Polsce władzę miały środowiska żydokomuny i chamokomuny, następnie środowiska te się poróżniły; w latach 70, wewnątrz środowiska żydokomuny powstała opozycja do chamokomuny, opozycja ta uczestniczyła w Solidarności. Rok 1989 to cudowne pojednanie tych dwóch środowisk, mówiąc kolokwialnie, ale zgodnie z prawdą – pojednanie i ponowna fuzja żydokomuny i chamokomuny - tak powstał polski neoliberał, który zazwyczaj nie wyzbył się swoich naleciałości i wychował kolejne pokolenie, w wielu przypadkach negatywnie nastawione do własnego kraju.

Lata 70-90’+ to próżnia po wymordowanych polskich elitach; próżnia, która trwa nadal. Za punkt graniczny odkłamywania prawdy można uznać film dokumentalny wybitnej dokumentalistki Aliny Czerniakowskiej pt. Odkryć prawdę, lata 2003-2008 - były to także mniej więcej początki docelowego uformowania się internetu w Polsce.

W 90’ tuczniki z post-PZPRu zastanawiali się gdzie by-byli gdyby nie Katyń, a potem rządzący tucznik parodiował po wyjściu z helikoptera, razem ze swoim ministrem - Jana Pawła II, po czym pijany przewracał się na katyńskich grobach. Farsą był 1989, potem nocna zmiana, ale II tura wyborów prezydenckich 1995 to była największa czarna komedia - konfident Kiszczaka vs. tucznik, na którego szczegółową, rzetelną, naukową biografię nadal czekamy. TW Bolek już się doczekał dzięki prof. Sławomirowi Cenckiewiczowi.

Dlaczego to nastąpiło w 1989, ta próżnia po elitach? - ponieważ nie miał kto postkomunistów zastąpić, a ci co faktycznie chcieli (Konfederacja Polski Niepodległej - KPN), byli za słabi, społeczeństwo było zmanipulowane i oszołomione – m.in. Liga Republikańska mocno protestowała przeciwko nocnej zmianie po 1992, lecz nie miał kto tego zatrzymać. Z resztą nie było szans, aby ci prominentni główni PZPRowcy i inni bezpieczniacy jako jurne knury tuczniki w sile wieku, mogli oddać władzę dla dobra wspólnoty – to nie było nawet w ich zamyśle, wszystko wcześniej zostało uzgodnione. Minęło 30 lat, zadłużyli następne pokolenia, z Polaków zrobili tanią siłę roboczą dla zagranicznych inwestorów. Obecnie Polacy m.in. dają się kupować za pieniądze swoich wnuków, których jeszcze na świecie nie ma.

Dzieje się to wszystko dlatego, że nie nastąpiło to co powinno - czyli dekomunizajca - deagenturyzacja (TW i prowadzący), deaparatyzajca (funkcyjni) – dożywotni zakaz pełnienia jakichkolwiek stanowisk służby państwowej i samorządowej przez tych ludzi. Oczywiście chodzi tylko o czynnych, głównych i ich podwładnych, gdyż w momencie upadku komunizmu, w PZPR było kilka (około 3) milionów Polaków, z biedy, aby dostać kartki na pralkę czy lodówkę. Niestety do lustracji gospodarczej chyba także już nie dojdzie. W 1989 Jaruzelski i Kiszczak pojednali się ze swoimi wrogami i doprowadzili Polskę do rozprzedania narodowego potencjału, który powinien pozostać w rękach Polaków. Ale to jest tylko część całości, wojsko także nie zostało zreformowane, najzwyczajniej, praktycznie cała komunistyczna kadra została przeniesiona automatycznie do „nowej Polski”, tu karty rozdawał nadal Jaruzelski, kadra często jeszcze z czasów „bardzo ciemnych odcieni komunizmu”.

Zdjąć maskę, określić i edukować.

Wróćmy do lat 40’…

O tym jak komuniści zainstalowali bezprawie, może świadczyć chociażby przykład, gdy w lutym 1945, wojska NKWD przebywały na Warszawskiej Pradze, polskich patriotów jak, płk. Lucjana Szymańskiego ps. „Janczar”, komuniści wieszali; płk. Szymańskiego, powieszono na gałęzi drzewa, na terenie więzienia (wieszając kilka razy), prawie wszystkich jego podkomendnych uśmiercono również – ludzi, którzy powinni budować Polskę (Witalis Skorupka, Ja, Orzeł: z Kedywu do celi śmierci).

Kolejnym istotnym przykładem była sowiecka Informacja Wojskowa – Smiersz, ramię Moskwy, działająca czynnie na terytorium Polski od 1944 do 1992+? roku. W czasach stalinowskich dostanie się do więzienia Informacji Wojskowej było najgorszym piekłem, ludzie związani z tym środowiskiem to najbardziej idowi komuniści, wielu zrzutków, wywiadowców, „dąbrowszczaków” z wojny w Hiszpanii (gdzie z resztą dokonywano okrutnych mordów) – podrzucanych dywersyjnie przez Stalina do Polski. Począwszy od 1944 stworzyli oni swoją siatkę, i wyhodowali następców, piorąc im umysły, następców jak Kiszczak itd. Informacja Wojskowa to byli degeneraci komunistyczni – najzwyczajniejsi złoczyńcy – aparat represji w podbitym państwie.

Minister MBP Mojżesz Bobrowicki vel Mietkowski i reszta żydokomuny to byli bandyci, i trzeba to podkreślać. 1 marca 1951 zamordowano po bolszewicku całą IV komendę (dowództwo) WINu (Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość) wyprowadzając pojedynczo do garażu samochodowego i strzelając w tył głowy. Następnie Lajb Wolf Ajzen vel Leon Andrzejewski i Izydor Kurtz vel Józef Czaplicki rozpoczęli akcję „Cezary” tworząc fikcyjną V komendę WINu. Dlatego też Narodowe Zjednoczenie Wojskowe (NZW) było ostatnim czynnym i suwerennym nośnikiem wolności na ziemiach polskich w czasach komunistycznej okupacji i wrócić to musi do podręczników.

Z Informacja Wojskowej, MBP, KBW i innych organów - ilu to tych polskojęzycznych zbrodniarzy dożyło swoich ostatnich dni po roku 2000 r. na sowitych emeryturach. Bardzo wielu. III RP, lata 90’ to próżnia po wymordowanych Polskich elitach. Nie miał kto wychować dwóch pokoleń Polaków, dlatego też, na przestrzeni dekad, zrobiono w polskiej mentalności wiele złego.

Przed drugą wojną było środowisko polskie, można je nazwać liberalne, związane z Wiadomościami Literackimi - była tam pewna część polskich Żydów zasymilowanych, będących świadomymi niedoli kuzynów wyznania mojższowego, którzy odgradzają się w dzielnicach od reszty społeczeństwa i wyznają swoje rytuały, często nie znając języka polskiego. Wielu Polaków żydowskiego pochodzenia ubolewalo nad tym (brakiem asymilacji) jak Antoni Lange czy Aleksander Kraushar - izolacja, elitarność Żydów w ich własnym mniemaniu do niczego nie prowadziła (dodatkowo znaczna ich część sympatyzowała z komunizmem) - prowadziła tylko do dysfunkcji ekonomicznej państwa. Przed II wojną, była też cześć Żydow, będących polskimi narodowcami, wbrew temu co dzisiaj się prezentuje. Polskość to była/jest wartość niematerialna/umysłowa/wspólnotowa - a nie biologiczna, jak np. patrzyli na siebie Niemcy czy sami Żydzi, lub inne Zachodnie nacje.

Gdy inteligencja Polska przestała istnieć lub mieć jakikolwiek wpływ na los kraju, w drugiej połowie XX wieku Kościół katolicki przejął rolę spajającą – rolę wspólnotową, i trzeba przyznać, dobrze tą rolę wypełnił, płacąc często za to najwyższą cenę, jak w przypadku ks. Jerzego Popiełuszki – brutalnie zakatowanego przez frakcję chamokomuny (wyrwanie języka, ucha, zmiażdzenie kolan) przy aprobacie agitatorów żydokomuny jak Jerzy Urban. Kościół zdał egzamin, gdy był potrzebny.

Polska została zacofna - przez ponad pół wieku. Jest to temat, który można opisywać bez końca, tak jak losy Polaków z tego okresu się nigdy nie kończą.

Zdjęcie znajdujące się na głównej stronie przedstawia kpt. Gracjana Fróga ps. „Szczerbiec” - dowódcę 3 Wileńskiej Brygady AK.