Ardra.pl

O zachowaniu na straconym posterunku. Cześć II


21.03.2021

Tekst jest kontynuacją O zachowaniu na straconym posterunku

Część II

Polska w zgliszczach

Premier Churchill wygłosił na temat Jałty mowę w parlamencie 27 lutego 1945 roku, po czym miała miejsce debata, zakończona dnia następnego odrzuceniem rezolucji broniącej Polski 395 głosami przeciwko 25 . W ten sposób głosowanie parlamentarne przecięło ten spór polityczny, prawny i moralny. – Oczywiście, że z punktu widzenia prawnego, naszą sprawę wygramy przed każdym sądem Boskim czy ludzkim. Nawet gdyby sam diabeł, jak to się kiedyś zdarzyło w trybunale piotrkowskim, zasiadł przy stole sądowym pod krucyfiksem, to by się z wyrazem obrzydzenia odwrócił od sofizmatów, że zawarty przed wojną i dla wojny układ z Polską o sojuszu obronnym można w ten sposób interpretować, że pozwala on na odwrócenie się, po pięciu latach wspólnej walki, od polskiego legalnego rządu, na uznanie obcego panowania w Polsce, na uznanie obcych agentów pozbieranych z całego świata za rząd polski, a NKWD za polską niepodległą administrację. Według legendy o Chrystusie z odwróconą głową w sali posiedzeń trybunału piotrkowskiego, o którym powyżej wspomniałem, kiedyś przed tym sądem biedna wdowa, którą sąd skrzywdził, zawołała: „Diabli osądzili by to sprawiedliwiej”. Istotnie w nocy zajechali diabli czerwoną karetą, jeden diabeł wziął laskę marszałkowską, i spisali wyrok bardziej godziwy, a Chrystus na krucyfiksie odwrócił głowę z boleścią. Dziś można tę legendę cytować, gdy w sali, będącej matką parlamentów świata, tłumaczono spokojnie, że sojusz z 25 sierpnia 1939 roku pozwala na takie załatwienie sprawy Polski, jakie znalazło wyraz w komunikacie krymskim.
Stanisław Cat-Mackiewicz, Lady Makbet myje ręce.

9 marca 1945 roku generał Leopold Okulicki pisał w depeszy do generała Władysława Andersa. Represje i aresztowania żołnierzy AK trwają bez przerwy. Konieczna jest interwencja Anglosasów. Do tego czasu aresztowano ponad 40 tysięcy. Los aresztowanych niewiadomy. Armia Czerwona i władze sowieckie grabią, co się da. Zachowują się jak w zdobycznym wrogim kraju.

WiN

Wiosna 1945 roku niosła echa klęski, głodu i dramatu. Do Polski wjechało NKWD (aby ustalać administrację) na Studebaker’ach US-6, hitlerowska plaga została zastąpiona przez czerwoną chordę. Polski wyniszczony II wojną światowa naród, nie zdawał sobie do końca sprawy (lecz wielu już to wiedziało), że rozpoczyna się pięć kolejnych dekad rozkładu, zacofania, degeneracji i morderstw. II RP odeszła na zawsze w niepamięć (wraz z całym dorobkiem intelektualnym, który reprezentowała). Rozpoczęły się masowe morderstwa i zsyłki stosowane wobec żołnierzy AK i NSZ, wielu zdążyło się ukryć i ponownie zakonspirować, rozkaz z Moskwy był prosty - pozbywać się ostatnich jednostek, które żądają suwerenności państwa i demokracji. W obliczu tej wielkiej tragedii, Polacy stanęli raz jeszcze, zupełnie jak sześć lat wcześniej wobec sprzeciwu i potrzeby odnalezienia nowych dróg. Sytuacja była tragiczna, Polskie Wojsko lat 1945-1954 mierzyło się z okupantem bezwzględnym; co gorsza, walka była skazana na porażkę, lecz raz jeszcze podjęto się działań. Wśród ludności cywilnej panował głód i pomieszanie, pomoc materialna znikąd nie nadchodziła. Liczne oddziały konspiracyjne zaczęły formować się na nowo, przegrupowywać oraz reagować na tyle, ile zdołają. 2 września 1945 zostało powołane Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość (WiN), organizacja miała charakter ściśle cywilny, jednak utrzymywała wojskowe jednostki - kilka tysięcy ludzi, głównie na Mazowszu i Lubelszczyźnie, na wypadek jakby wybory, które mają nadejść miały być sfałszowane (co z resztą było pewne). Postulatem było domaganie się od wojsk radzieckich opuszczenia terytorium Polski. Złudzenie szybko prysło, wielu działaczy WiN postanowiło się ujawnić na wezwanie „nowych” radzieckich władz, po czym zostali skazania lub zamordowani; następnie w 1946-1947 ponownie przegrupowano się i zaczęto działać w terenie. Wybory roku 1947 zostały sfałszowane przez NKWD i Bieruta, agenta komunistycznego obsadzonego przez Stalina (w czym brała udział m.in. Maria Turlejska - stalinowska poputcznik, w PRLu pisała podręczniki fałszując historię, po 1989 nadal czynnie działała publicznie). Członkowie WiN jako pierwsi dostarczyli na Zachód informację o propagandzie „demokracji ludowej” i oczywistych fałszerstwach. Jednymi z głównych osób działających w tej niepodległościowej organizacji byli m.in. Hieronim Dekutowski, Zdzisław Broński, Leon Taraszkiewicz, Marian Bernaciak, Władysław Liniarski, ostatnim komendantem był autor poruszających listów do syna, pisanych z celi śmierci Łukasz Ciepliński. Działali skutecznie przez dwa lata - małe jednostki łączyły się w duży oddziały na większe akcje, niestety na długą metę była to walka bez szans. Dekutowski próbował nawet wyprowadzić swój oddział na Zachód, lecz nie było możliwości na przebicie się całej jednostki, tak więc pozostał. Finalnie organizacja została zinfiltrowana i rozbita. WiN był tylko jedną z wielu organizacji tego typu - poAKowskich i poNSZtowskich, były nimi jeszcze m.in. NZW, ROAK, WSGO „Warta”, KWP na czele, której stał Stanisław Sojczyński ps. „Warszyc”, wykonywali akcje przeciw przestępczej samowoli działań komunistycznych; oraz oddziały eksterytorialne AK jak np. jednostka Anatola Radziwonika ps. „Olech” na Nowogródczyźnie. W sumie, wszystkie organizacje wojskowe liczyły ponad 100 tyś. ludzi, a na ziemiach zabranych nie jest to możliwe do oszacowania. (politruk Wojciech Jaruzelski jako kapitan radziecki w LWP, walczył przeciwko Polskiemu Wojsku niepodległościowemu (WiN - AK, NSZ) w okolicach Piotrkowa Trybunalskiego i Radomska 1946/1947 - potem nazywał Polaków w raportach „bandami WINu”, tak jak przełożeni z Moskwy nakazali po wejściu do Polski w 1944).

Wileńszczyzna … wszystko zaczęło się wokół jeziora Narocz wiosną 1943.

Wróćmy jednak do okresu drugiej wojny światowej nad jezioro Narocz (ówczesne największe jezioro na terytorium II RP), aby opowiedzieć dziś dość zapomnianą historię. 1942 był czasem w którym Niemcy rozpoczęli plan ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej, front wschodni przechylał się na korzyść sowietów. Wileńszczyzna była terenem specyficznym, zamieszkałym przez kilka narodów. Litwini kolaborowali z okupantem m.in. w postaci Saugumo policija - wyłapując i mordując Żydów oraz Polaków, a raczej asystując Niemcom, którzy wysługiwali się Litwinami (m.in. w Ponarach śmierć poniosło 80 tysięcy ludzi). Wraz z okupacją niemiecką, nadeszła również druga w tamtym okresie, jeszcze ukryta (okupacja) partyzantka sowiecka na tyłach niemieckich, działająca głównie dywersyjnie – miała szykować grunt pod przyszłą inwazję. Oddziały liczyły w sumie około dwa tysiące osób, pogrupowane były na małe jednostki. Komuniści często bezkompromisowo rozprawiali się z polską ludnością mieszkającą w tak zwanych koloniach i zaściankach. Polska partyzantka w tym okresie na owym terenie nie istniała prawie wcale; więc zarówno Niemcy jak i bandy sowieckie były bezkarne. Wobec tej dramatycznej sytuacji jedna osoba postanowiła powołać pierwszy polski odział AK na tym terenie – cel był jasny, obrona polskiej ludności, jak i zwalczanie Niemców. Osobą, która zdecydowała się na ten ponadludzki wysiłek tj. od zera stworzyć Polski ruch oporu działający w terenie - był Wilniuk porucznik Antoni Burzyński ps. „Kmicic”. Człowiek o wielkiej charyzmie, znający kilka języków obcych, posiadał wielki autorytet wśród swoich żołnierzy, którzy czuli wobec niego przyjaźń i życzliwość - był to ten typ człowieka przy którym reszta czuła się mocna, co przewija się we wspomnieniach żołnierzy, którzy II wojnę przeżyli. Z początkiem roku 1943, nie było zgody na uformowanie oddziału ze strony głównego dowództwa AK, ponieważ był to teren znajdujący się poza zrzutami angielskimi oraz ludność nie była jednolita; jednostki nie mogły liczyć - mieć pewnego poparcie wśród wiosek, które były po różnych stronach, wielu Litwinów i Białorusinów kolaborowało z Niemcami, z kolei Żydzi (np. oddział Tewje Bielskiego) działali po stronie sowieckiej.
W kwietniu 1943 grupka Burzyńskiego liczyła 10 osób, w maju 30, 1 lipca stała się oficjalnie odziałem Wileńskiej AK, a w sierpniu liczyli już 300 osób. Zdobyto dużą ilość broni atakując niemiecki garnizon. Kmicic zorganizował samoobronę w polskich wioskach, co było koniecznością; z 300 osobowym oddziałem, Niemcy, Litwini jak i Sowieci musieli się już liczyć. Baza jednostki znajdowała się w puszczy nieopodal jeziora Narocz.

Wielkim problemem dla Polaków była sowiecka partyzantka stacjonująca nieopodal, wtedy tj. latem 1943, nic nie było jasne – komuniści udawali przyjaźń; a tak naprawdę mieli za zadanie przygotować teren w przyszłości pod przyjście wojska radzieckiego, co za tym idzie - zlikwidować wszystkich Polaków. Sowieciarzami dowodził białoruski komunista Fiodor Markow. 26 sierpnia zaproszono Kmicica na rozmowy pod pretekstem wspólnego zaatakowania Niemców - nie było powodów do obaw, ponieważ wcześniej kilkakrotnie się spotykano – stosunki były przyjazne. Tym razem był to podstęp, Burzyński i reszta oficerów oddziału została zaskoczona, nie mieli czasu na reakcję, schwytano ich, a następnie rozstrzelano. Cały oddział komunistycznej partyzantki, liczącej wtedy około 2000 osób (byli to głównie Białorusini, Rosjanie, jak i Żydzi) otoczył obóz AK w godzinach popołudniowych; gdy żołnierze czyścili broń - z zaskoczenia napadnięto Polaków (w polskiej jednostce byli także Białorusini), doszło do strzelaniny, jednostka została rozproszona - ci którzy przeżyli, dostali się do niewoli - kilka osób uciekło, 80 jeńców rozstrzelano. Z pierwszego oddziału AK na Wileńszczyźnie przetrwał tylko jeden pluton dowodzony przez Mieczysław Kitkiewicz ps. Kitka, była w nim również Lidia Lwow-Eberle; żołnierze ci, stanowili następnie zalążek oddziału Zygmunt Szendzielarza, czyli słynnej 5 Wileńskiej Brygady AK.

Łupaszka przybył celem zorganizowania od nowa polskiej brygady po tragicznym losie, który spotkał Kmicica. Był to teren bardzo ciężki do działań konspiracyjnych - jednostki, które sformowano często jednego dnia walczył z Niemcami, następnego z Sowietami. Okupanci dopuszczali się licznych zbrodni mordując ludzi w polskich wioskach. Głównym celem polskiej konspiracji na przełomie 1943/1944 było przeciwdziałanie bandą zarówno niemieckim, jak i sowieckim - było to konieczne. Okupanci dopuszczali się zbrodni praktycznie każdego dnia, m.in. zbrodnia w Nalibokach; niektóre zbrodnie były tak okrutne, iż nie śniło się to nikomu, analogicznie do rzezi wołyńskiej np. zbrodnia w Koniuchach gdzie oddział sowieciarzy, sformowany z ludzi pochodzenia żydowskiego (także ocalonych z Holocaustu) otoczył w 120 osób - polską wieś, następnie prawie wszystkich wymordowano (większość kobiet i dzieci), kilka nagich ciał rozłożono na pobliskiej łące - następnie strzelali z karabinów do nieboszczyków, kule dosięgały nerwów – ciała poruszały się jak żywe, a cała banda rechotała w amoku patrząc na to tragiczne zjawisko - przyznał się potem w raporcie do tego czynu jeden z członków partyzantki radzieckiej opisując je szczegółowo, być może sumienie go niszczyło - większość z tych morderców pozostało bez kary, jeden z dowódców tej akcji - żyd litewski pracował do lat 70’ redagując jedną z gazet sowieckich. Dostał nawet w PRLu order Virtuti Militari do dziś nie anulowany. Brygady Wileńskie nie miały łatwo. Płonęły wioski, płonęły dworki, a polska komenda główna AK nakazała traktować w drugiej połowie 1944 roku sowietów jako sojuszników. W Nowogródczyźnie odbywała się często wojna polsko-sowiecka z nazistowską okupacją w tle. Niemcy także dopuszczali się w owym rejonie okrutnych mordów np. wcześniej 21 listopada 1942 (był to moment kiedy plan ostatecznego rozwiązania był uskuteczniany) - 35 żołnierzy niemieckich rozstrzelało 828 osób w tym 300 dzieci we wsi Duniłowicze.

Sowieci i Niemcy - obu okupantów miało za cel - dążenie do wyniszczenia ludności polskiej na całych Kresach Wschodnich. Ogromną rolę w samoobronie odgrywała także 3 Zmotoryzowana Brygada Wileńska AK dowodzona przez Gracjana Fróga ps. „Szczerbiec”. Trzeciej Brygadzie udało się nawet wywalczyć autonomię po rozgromieniu niemieckiego posterunku w Turgielach, powstała tak zwana - Rzeczpospolita Turgielska, wycofujący się Niemcy nie walczyli już o ten przyczółek, kres suwerenności owego terytorium, po pół roku, przyniosła dopiero Armia Radziecka w lipcu 1944 roku.

Ważną osobą działającą na Kresach, o której trzeba wspomnieć, był podpułkownik Maciej Kalenkiewicz ps. „Kotwicz”, hubalczyk, cichociemny, ostatni komendant AK Okręgu Nowogródek. Miał ambitny plan działania – planował zająć Wilno przed Sowietami (nie wraz z Sowietami, jak chciało dowództwo główne AK), nie udało się jednak; następnie po licznych potyczkach, Brygada Kotwicza została pokonana. Ostatni komendant zginął w walce (jednoręki major, którego bolszewicy obawiali się na tyle, iż po pewnym czasie rozkopano grób, aby sprawdzić czy faktycznie nie żyje), rannych jeńców sowieciarze zakłuli bagnetami.

Wcześniejsze chwilowe współistnienie AK przy sowietach okazało się tragiczne w skutkach – po zajęciu wspólnie Wilna, NKWD ściągnęło Polaków pod miasto, rozbrojoną kadrę oficerską, częściowo rozstrzelano, a częściowo wysłano na Sybir; następnie rozbrojono znaczną część kadry żołnierskiej brygad wileńskich, które wzięły udział w tej akcji – ponad 7 tysięcy AK’owców. Zygmunt Szendzielarz i 5 Wileńska nie uczestniczyła w samej akcji „Ostra Brama”. Padło słynne stwierdzenie z ust majora Łupaszki (…) Trudno panowie, widocznie generał „Wilk” nie mógł inaczej. Oświadczam wam, że ja też inaczej nie mogę. (…) Niech mnie historia osądzi, ale nie chcę, żeby kiedykolwiek nasi żołnierze byli wieszani na murach i bramach Wilna. Tak się skończyły losy polskiego ruchu oporu na Wileńszczyźnie, cała Armia Radziecka przetoczyła się następnie przez te tereny, dokonując licznych mordów, gwałtów i grabieży. Osamotniona 5 Wileńska wycofała się na Białostocczyzne, a następnie na Pomorze; działania wznowiła latem 1945, praktycznie większość jej członków poniosła śmierć w latach następnych, jak chociażby Marian Pluciński, Zdzisław Badocha czy Danuta Siedzikówna (za wyjątkiem m.in. Leona Lecha Beynara – Pawła Jasienicy). Wszyscy ci ludzie powinni po 1945 budować nową Polskę, na co nie mieli szansy. Jak wyglądałby kraj nad Wisłą gdyby zamiast agenta NKWD Bieruta pierwszym prezydentem był np. bohater trzech wojen powieszony przez okupantów w 1953 roku, August Emil Fieldorf ? …

Zmierzch patriotów.

Przyszła wiosna roku 1952, a wraz z wiosną kwiecień, miesiąc ciepły i kwitnący, przez lekko zachmurzone niebo przebijały się promienie surowego południowego słońca, jeszcze nie-letniego; jakby spojrzeć ponad horyzont, siarczyste niemal oślepiające światło odruchowo zamknęłoby ludzkie powieki; zza otwartego okna jednego z budynków rządowych zapach krzewów wchodził do niewielkiego pokoju, w którym stały trzy osoby. W pokoiku panowało lekkie napięcie i obruszenie, osoby te rozmawiały spokojnie ale stanowczo, były pewne swoich działań; działań, które zamierzały uskutecznić, naradzano się nad zakończeniem sprawy pewnego polskiego generała. W pomieszczeniu znajdował się mężczyzna Beniamin Wajsblech oraz dwie kobiety Maria Gurowska i Helena Wolińska – kartka papieru zawierała rubryki i napisy – wśród nich widniały słowa - wyrok, śmierć przez powieszenie, z kolei na kartce drugiej było uzasadnienie zarzucające owemu człowiekowi czyny zmyślone, których nigdy nie popełnił oraz konfabulacje i oszczerstwa. Wszystkie trzy osoby znajdujące się w pomieszczeniu były w pełni świadome, że skazują na śmierć niewinnego człowieka - chcącego tylko zwyczajnie żyć w powojennej szarej, nieznośnej rzeczywistości – nie zamierzał on nawet uczestniczyć w działaniach zbrojnych przeciw totalitaryzmowi, który zakrył zgnębiony kraj. Trzy stojące nad kartką papieru osoby, wyrzekły się tego dnia człowieczeństwa, chociaż zapewne zrobiły to już dawno wcześniej…


August Emil Fieldorf z żoną Janiną i córkami ok. 1930.

Wraz z wycofaniem się armii niemieckiej Polska leżała w ruinie - lecz mimo wszystko, wiele osób zdolnych do odbudowania kraju przeżyło - niestety nie mieli szansy, aby to zrobić. Komuniści byli w stanie posunąć się nawet do takich czynów, jak wsadzenie do więzienia 4 latka, potrafili także dokonywać na rynku miasta oraz na stadionie piłkarskim publicznych egzekucji - wieszali ludzi w Sanoku - sprowadzając pod przymusem młodzież szkolną, aby obserwowała zbrodnię - wiąże się to z oddziałem NSZ Antoniego Żubryda, który jako jeden z setek tysięcy Polaków, żołnierzy, nie godził się na administrację państwa w postaci NKWD. Same prześladowania rozpoczęły się na masową skalę już w 1944 roku, kiedy to wojska sowieckie wkroczyły do Lublina i Warszawy, nazwali legalne Wojsko Polskie „bandytami” - często w rozkazach mieli – nakaz likwidacji na miejscu.

Wtedy młody 12 letni Rafał Ganowicz, jako sierota bez rodziny, błąkający się po ruinach zniszczonej Warszawy, dobrze zapamiętał działania najeźdźców, kwitując potem - czego sowieciarz nie ukradnie to zniszczy (…) W czasach stalinowskich starano się zabijać ludzi nie za słowa, ale nawet za myśli, garstka młodzieży walcząca o źdźbło prawdy przy pomocy ulotek i napisów na murach zrujnowanej Warszawy ryzykowała więcej niż życiem, tortury były na porządku dziennym. Osierocony ale starający się przeżyć, w końcu z wyrokiem poszukiwany przez UB nastolatek - postanowił uciec z Polski, wcześniej zawziął się na sowieciarzy, gdy LWPowiec zrzucił ze schodów jego kolegę, powstańca kalekę.

Podczas reżimu totalitarnego setki Polaków było skazywanych na śmierć w tak zwanych procesach kiblowych, zarzuty były fikcyjne, większość wyroków wykonano - wielu prokuratorów, jak i katów było bezkarnych, praktycznie do końca życia - w III RP pobierali nadal emerytury, często wysokie wojskowe. Szczęście miał pilot, as myślistwa z bitwy o Anglię - Stanisław Skalski, bohater wojenny, człowiek niezwykle honorowy, pierwszego pilota niemieckiego, którego zestrzelił, jeszcze podczas kampanii wrześniowej – uratował - wylądował, opatrzył i nakazał zawieść do szpitala. Wrócił do kraju po wojnie, zrezygnował z kariery w RAF na Zachodzie. W Polsce Ludowej wsadzono go do więzienia - proces kiblowy – akurat jemu udało się przeżyć, mimo skrajnego wycieńczenia organizmu w więzieniu, w latach 90’ nadal nie zdjęto komunistycznego wyroku wydanego kiblowo.

Takimi wyrokami zamordowano niezliczoną ilość Polaków, m.in. kapitana Jana Morawca, człowieka na podstawie którego życiorysu mógłby powstać niejeden film. Pochodzący z biednej chłopskiej rodziny, literat samouk, hubalczyk, żołnierz oficer NSZ do specjalnych zleceń, sześciokrotnie uciekał z rąk niemieckich oraz sowieckich, m.in. skacząc z pociągu w samym środku zimy, bez butów ledwo co odziany i zakuty w kajdany; z kolei w styczniu 1945 roku uciekł NWKD podczas przesłuchania - wyskakując przez okno z pierwszego piętra budynku - udało mu się zbiec pod ostrzałem ze skręconą kostką.


Jan Morawiec ok.1944-1946.

Polska definitywnie przegrała II Wojnę Światową, ostatnim obrońcą sprawy wschodniej był generał George Patton, prawdopodobnie zamordowany przez agentów NKWD w 1945 przy zezwoleniu Amerykanów - zupełnie jak wcześniej postanowiono zniszczyć Ignacego Matuszewskiego. Patton jako ostatni głównodowodzący Wojsk Aliantów Zachodnich, wiedział czym się skończy dominacja sowiecka w tej części świata, przez co stał się osobą niewygodną, zarówno dla sowietów, jak i swoich oponentów politycznych w USA. Ówczesny świat się zakończył.

Wypowiedzieliśmy walkę na śmierć lub życie tym, którzy za pieniądze, ordery lub stanowiska z rąk sowieckich, mordują najlepszych Polaków - pisał w 1946 roku Zygmunt Szendzielarz ps. Łupaszka.

Komuniści, marksiści, leniniści, bolszewicy, trockiści czy syjoniści, czyli tak naprawdę kto?

Polacy to naród, który już dawno wybaczył II wojnę, zarówno Niemcom, Rosjanom, jak i reszcie nacji, które czynnie brały udział w niszczeniu polskiej suwerenności w latach 1939-1989+. Kolejnym niezbędnym podjęcia i ważnym wyjaśnienia tematem, jest kwestia licznej mniejszości żydowskiej zamieszkałej terytorium II RP; nie mam na myśli Żydów wyznania mojżeszowego, drobnych handlarzy i kupców, zwyczajnych ludzi, którzy żyli normalnie - starając się wiązać koniec z końcem - chcąc zachować odrębność swojej kultury, nie asymilowali się, lecz nikomu przy tym nie wadzili (chociaż znacząco wpłynęło to na status powiększającej się biedy wśród polskich chłopów). Odnoszę się do innej kwestii - trzeba rozwiać wątpliwości co do ludzi pochodzenia żydowskiego, stanowiących piątą kolumnę w Państwie Polskim lat 1930-1954 (lat dalszych podejmować nie będę, nie uważam to za potrzebne na ten moment). Tak więc, kim naprawdę byli działacze komunistyczni pochodzenia żydowskiego działający na szkodę Rzeczpospolitej czynnie od 17 września 1939 roku? Postaram się to wyjaśnić na konkretnych przykładach. Przed II wojną światową w Polsce działało wielu komunistów – to jaką mieli mentalność, może świadczyć przykład Mordechaja Anielewicza (oraz późniejszych GL’owców); ludzie tej mentalności, zrezygnowali z budowania państwa Izrael na Bliskim Wschodzie, aby stać się narzędziami Stalina.

Co mogli mieć w swoich głowach? Konkretny przykład – gazeta, którą redagował Anielewicz Neged Hazerem, wydawana przez harcerstwo żydowskie Ha-Szomer Ha-Cair – w lutym 1941 roku - w sytuacji tragicznej, kiedy Żydzi przebywali w getcie, będąc niszczeni przez Niemców na terenie Polski pisali, iż pakt sowiecko-niemiecki z sierpnia 1939 roku, był posunięciem mądrym i uzasadnionym (było to jeszcze przed inwazją III Rzeszy na ZSRR, czerwiec 1941). Niemcy napadli na Polskę, a oni byli na tyle zindoktrynowani, iż wypisywali, że w tej wojnie żadna ze stron nie jest bardziej lub mniej winna; wina za wywołanie wojny spada na wszystkie mocarstwa imperialistyczne niezależnie od tego, które z nich pierwsze zaczęło kroki wojenne. Dodatkowo nie obchodził ich los swoich rodaków wyznania mojżeszowego, gnębionych w getcie – wielu żydów przykładało rękę do zagłady swoich rodaków tworząc Judenraty; byli zapatrzeni w komunizm do tego stopnia, że posuwali się do absurdu, inni starali się przetrwać kosztem słabszych po przebudzeniu najgorszych zwierzęcych instynktów - jako policjanci żydowscy robiący liczne selekcje wśród najsłabszych, wielu na tym zarabiało. W pełni wyjaśnia to fakt, iż w latach 1945-1953, czyli w okresie najgorszego stalinizmu, gdy posiadali oni mocne lobby w okupowanej Polsce przez NKWD (byli właśnie bardzo często NKWDzistami); nie było szans, aby wśród komunistów pochodzenia żydowskiego znalazł się odpowiednik Oscara Schindlera, który by ratował życie z katowni UBeckich polskim patriotą. Jeszcze w momencie niemieckiej okupacji II RP, kiedy to przebywali w niemieckim getcie - marzyła im się Polska Radzicka, rewolucja europejska i unia rad - mieli głowy zindoktrynowane, aż do tego stopnia. To nie byli bezrefleksyjni, ogłupieni ruscy gieroje, zazwyczaj byli to cyniczni, dobrze wiedzący co robią przyszli NKWDziści.
Już podczas II wojny, partyzantka radziecka, czyli Gwardia Ludowa oraz Armia Ludowa – dokonywała licznych mordów na ludności polskiej. Między innymi mord w Drzewicy i Nalibokach stanowi jeden z licznych przykładów tego typu działań, jak i późniejsza zbrodnia w Koniuchach 29 stycznia 1944 roku, którą już opisałem.

Właśnie z tego powodu oddziały partyzanckie Wojska Polskiego Wileńskich Brygad były niezbędne oraz oddziały NSZ w Polsce centralnej, jak i wszystkie inne ugrupowania, które broniły ludności lokalnej przed bandytami. Często też w ramach wdzięczności NSZ’owcy dostawali od ludzi mundury (schowane) przedwojenne lub wrześniowe - zachowane po członkach lokalnych rodzin. Jeszcze wcześniej, gdy jesienią 1939 roku Polska trafiła pod okupacje sowiecką, wielu Żydów stało się komunistami, mimo, iż wcześniej wcale nie sympatyzowali z tym totalitaryzmem oraz wielu komunistów nagle wyszło z ukrycia linczując i napadając na ludność polską, która dopiero co straciła niepodległość, jednak tego tematu nie będę rozwijał. Problem Polski był zawsze i nierozłącznie problemem walki o suwerenność, żadne inne czynniki nie odgrywały nigdy roli podczas stawiania oporu przed najeźdźcami, mimo, iż dzisiaj często przypisuje się oddziałom Polskiego Wojska różne obłędne ideologie, zazwyczaj robią to ludzie ogłupieni i zindoktrynowani, tak więc nie całkiem świadomie.

Bandy pozorowane.

Kolejną niewyobrażalną zbrodnią sowieciarzy było tworzenie od 1943 band pozorowanych – była to jedna z najgorszych metod zwalczania żołnierzy niezłomnych podziemia antykomunistycznego czyli Wojska Polskiego lat 1945 - 1954, mordowano ludzi w sposób perfidny - w latach 1945-1953 bandy pozorowane tworzone były przez NKWD, UB, KBW, MO, AL (GL), PPR. Zbrodnie, których dokonywali fałszowano i przypisywano AK i NSZ, wcześniej ubierając mundury AKowskie i NSZtowskie (m.in. w fałszerstwach historycznych dotyczących band pozorowanych uczestniczyła Maria Turlejska) oraz przypisując właśnie AK i NSZ zbrodnie dokonywane przez te bandy, weszło to do publicznej narracji. Alef Gutman był jednym z twórców pierwszych band pozorowanych, rozpoczęli działalność mordem w Drzewicy już w styczniu 1943 roku. Owe bandyckie jednostki były później (tj. po 1945) tworzone na zlecenie najwyższych wojskowych radzieckich, czasami w szeregach band znajdowali się recydywiści. Zbrodnie dokonywane przez pozorowanych stanowiły liczne preteksty do wyroków na AK'owcach i NSZ'owcach. Często działali na takiej zasadzie, iż w przebraniach w nocy pukano do drzwi na wsiach, przedstawiano się jako żołnierze antykomunistyczni proszący o pomoc lub prowiant, zazwyczaj dostawali pomoc od dobrych ludzi, dla których byli wiarygodni – gdy zobaczyli, że dana miejscowość udziela pomocy, wtedy dokonywano w niej zbrodni; ogromna ilość morderstw dokonanych przez bandy pozorowane do dziś nie jest rozpoznanych, i nie ma możliwości, aby odnaleźć winnych, co się zapewne nigdy już nie stanie. (Zygmunt Bauman jako żołnierz z nadania radzieckiego brał udział w wyprawie, która udała się celem walki z Wojskiem Polskim w 1946-1947 roku - m.in. 5 Brygadą Wileńską majora Łupaszki, gdy przebywała na Białostocczyźnie; następnie był politrukiem w KBW, odznaczonym za walkę z żołnierzami niezłomnymi - po latach nie odczuwał skruszenia z tego powodu, nie żałował tego - następnie napisał „sto” książek, które można by skrócić w jedno zdanie „róbta co chceta” - jak to trafnie zauważył prof. Wolniewicz).

Coś się kończy, coś się zaczyna.

W dzisiejszych mediach kilka portali nurtu lewicowoliberalnego - portali podających się za „śledcze” i „wiarygodne” a w rzeczywistości będące w wielu przypadkach zwykłymi manipulatorami, jak i czasami portale „głównego” nurtu - często fałszywie starają się oczernić działalność polskich patriotów, dlaczego to robią? Wydaje się, iż niektórzy z głupoty, niektórzy, aby się komuś przypodobać, a niektórzy są tak zindoktrynowani różnymi ideologiami, że już nie odróżniają prawdy od kłamstwa. Szczególnie jeden redaktor - niejaki Adam Leszcz z „koko kress” - osoby tego typu nadają się co najwyżej do biura interwencji obywatelskiej Krzysztofa Kononowicza i fikcyjnych donosów – człowiek ten napisał książkę pt. „Polska to dno”, naczytał się o imperializmie kolonialnym zachodnim i prawdopodobnie „korki mu popaliło”, być może z nienawiści rzutował to na Polskę w jakiegoś rodzaju delektacji – zew Choroszczy, Tworek i Kobierzyna. Jest to podręcznikowy przykład typowego, zaślepionego leminga z tytułem naukowym, polonofoba.

Dodatkowo, obecnie powstają opracowania mające na celu niesłuszne przypisywanie Polakom wielu rzeczy, mijając się z prawdą, bazując na pojedynczych partykularnych przykładach – celem jest - specjalne oczernianie Polski w globalnej opinii publicznej, gdzie już dawno prawda z kłamstwem się pomieszała. Ciekawe dlaczego ci pseudoprotagoniści nie napiszą o pojednaniu zwaśnionych stron politycznych - nie są to ludzie dobrej woli tylko zindoktrynowani ideologicznie redaktorkowie i „naukowcy”. Czasem jak patrzę na ich działalność to 1 do 1 przypomina mi bandę pozorowaną publicystyki, która zamiast do pojednania dąży do manipulacji. Niestety znaczny procent warstwy decyzyjnej tych środowisk jest wypaczony ideologicznie, chyba bezpowrotnie – na amen. Dlatego też przez praktycznie 20 lat od początku III RP (w 1989), dzieła np. Józefa Mackiewicza były w Polsce objęte „przemilczaną cenzurą”, córce Mackiewicza zabrano prawa autorskie do książek ojca pod wpływem intrygi – przez ponad 20 lat, od 1989 praktycznie nie istniał w obiegu publicznym. Dziś książek Józefa Mackiewicz nie ma w głównym obiegu również - nie ma nakładu, a jak są to do gdzieś w „internecie” w dużych cenach; kiedy to nakład powinien być publiczny i powszechny; sama twórczość Mackiewicza powinna nawet wejść do kanonu lektur szkolnych. Wiele środowisk w sposób pół-świadomy próbuje zrobić z młodzieży szkolnej bezmyślne pokolenie netflixa, które za autorytet ma człowieka z wytatuowanym wifi nad czołem. W Polsce panuje i zawsze będzie panować wolność słowa, nie jak obecnie np. w USA, tak więc szkalowania mogą być wypisywane nawet na czole, chociaż zazwyczaj tacy ludzie ze środowisk lewicowoliberlanych sami wydają na siebie wyrok śmieszności, swoimi działaniami.

Kto z nich, dziś wspomni o tych wszystkich zwykłych polskich rodzinach, które chowały i ratowały Żydów podczas II wojny - ratowały bo tak było trzeba, bo tego wymagało człowieczeństwo, następnie nie prosili się o żadne medale Jad Waszem i inne. Masę rodzin było za pomoc udzieloną, zamordowanych przez Niemców, często palonych żywcem, rozstrzeliwanych, wieszanych. Mimo wszystko przez całą wojnę ocalili setki istnień.

Kłamliwie robi się z Polaków morderców – bazując na paru skrajnych przypadkach, które zawsze gdzieś się zdarzają, bo ludzie są różni. Niemcy i komuniści, dziennie zabijali tysiące ludzi – to jak perfidną propagandę stosują dziś niektóre portale - Goebbels by skakał i klaskał. Kto dziś upamiętni publicznie takie rodziny jak np. Ulmów, Baranków, czy chociażby zbrodnie na czterech polskich rodzinach w Starym Ciepielowie i Rekówce. Tego typu poświęcej były setki.

15 marca 1943 roku w Siedliskach pod Miechowem żandarmeria niemiecka rozstrzelała za pomoc Żydom małżeństwo Łucji i Wincentego Baranków. Niemcy zabili również dwoje ich dzieci i czteroosobową rodzinę Goldfingerów. Wspomina jeden ze świadków: "Prowadzili ich na śmierć na oczach wszystkich, a nikt nie drgnął, taki był strach. Ludzie stali, jakby skamieniali. Oni też szli, jakby skamienieli, tak sztywno wyprostowani jak do ślubu, tylko że twarze to już mieli jak nieżywe. Ona była w różowej halce i jego kufajce narzuconej wprost na bieliznę, a on był w spodniach i w koszuli. A cisza taka była jak w kościele, jakby dech w ludziach ścięło. Dopiero jak wyprowadzili dzieci, i prowadzili je do stodoły, a one się tak trzymały za ręce i trzęsły i szły, tak płacz się podniósł. Niemcy wycelowali w ludzi karabiny i wołali: Ruhe! Ruhe!”

Komunikat Kierownictwa Walki Cywilnej z 18 marca 1943 roku. „Społeczeństwo polskie, mimo iż samo jest ofiarą okropnego terroru, ze zgrozą i głębokim współczuciem patrzy na mordowanie przez Niemców resztek ludności żydowskiej w Polsce. Założyło ono przeciwko tej zbrodni protest, który doszedł do wiadomości całego wolnego świata, zaś Żydom – którzy zbiegli z getta lub z obozów kaźni – udzieliło tak wydatnej pomocy, że okupant opublikował zarządzenie, grożące śmiercią tym Polakom, którzy pomagają ukrywającym się Żydom. Niemniej, znalazły się jednostki, wyzute ze czci i sumienia, rekrutujące się ze świata przestępczego, które stworzyły sobie nowe źródło występnego dochodu przez szantażowanie Polaków, ukrywających Żydów i Żydów samych. KWC ostrzega, że tego rodzaju wypadki szantażu są rejestrowane i będą karane z całą surowością prawa, w miarę możności już obecnie, a w każdym razie w przyszłości”.


Polacy jako jedyni na terenie II RP wyciągali rękę do Żydów (m.in. Żegota), każdego dnia. Zarówno syjonistów w Izraelu, jak i Żydów amerykańskich Holocaust nie obchodził. Dzisiejsze środowiska neoliberalne zamiast zająć się głównie pomocą i poprawą sytuacji materialnej pracowników w wielkich globalistycznych korporacjach i fabrykach oraz sprawami klimatycznymi - bo jedno się łączy z drugim - zachowują się często jak bandy pozorowane publicystki i to nie tylko w tej dziedzinie. W końcu przez takie działania - zamiast doprowadzić do pojednania - ktoś się zaweźmie na zliczenie zbrodni na narodzie polskim dokonanych przez wszystkie odłamy komunistów, nazistów i band pozorowanych – powstanie monografia wielkości biblioteki aleksandryjskiej, chociaż nigdy nikt nie pisał takich prac zbiorowych, bo nie jest to potrzebne. Martyrologia niestety stanowi nieodzowny fragment historii Polski z jednej prostej przyczyny, przez martyrologie rozwój tego terytorium został zacofany i zdegenerowany. Historia Polski bez martyrologii to historia w której Polak tworzy pierwszy komputer – Jacek Karpiński, a potęga intelektualna II RP rozwija się do granic możliwości. Ziemia Polska po 50 latach byłaby krainą dostatku - stałoby się tak gdyby XX wiek, po 1918 obedrzeć z wojen plemiennych, wywoływanych przez totalitaryzmy mające globalistyczne zapędy. Pisanie historii Polski bez martyrologii to utopia na poziomie KRLD, nie da się wyjąć jednego tak ważnego czynnika – powstanie fikcja, nic więcej. Przed wojną w latach 1937-1939 gdy polityka Sanacji doprowadziła to klęski września, wielu działaczy związanych ze środowiskami akademicko-narodowymi ABC oraz Kresowi działacze związani ze środowiskami konserwatywnymi uformowali myśl polityczną bardzo pragmatyczną i rozsądną na tamten moment tj. 1938-1939, jak i jednocześnie wiele pomysłów było uniwersalne. W tamtych latach, było to najlepsze wyjście dla Polski, aby wyprowadzić kraj z kryzysu, być może nawet udałoby się politycznie wymanewrować III Rzeszę w jakiś sposób, jednak nie stanowili o sile politycznej, byli zmarginalizowani. Dlatego nadeszła klęska.