Ardra.pl

O zachowaniu na straconym posterunku.


26.01.2021

Temat zachowania na straconym posterunku jest o tyle ważny i zarazem delikatny, iż bezpośrednio odnosi się do ludzkich losów; losów w czasach próby i zagłady – kiedy to pojedyncze jednostki musiały zdobywać się na ogromny trud - przekraczający fizyczne, jak i psychiczne możliwości po stokroć. Zatem słowem wstępu, muszę wyjaśnić co mam na myśli mówiąc „O zachowaniu na straconym posterunku”; jest to temat bardzo szeroki - na tyle, iż prawie na pewno nie uda mi się go naświetlić w tak szerokiej perspektywie, jak wypadałoby to zrobić, zatem podejmę tylko określone konkretne wątki, które są istotne oraz na tyle dobitne, iż ukażą czytelnikowi szerszy konteksty wydarzeń, jak i kontekst istotnych procesów, które były efektem całego łańcucha przyczynowo-skutkowego. Po pierwsze nieumiejętna polityka państwa polskiego prowadzonego przez władze sanacyjne doprowadziła Polskę do bycia - latem 1939 roku straconym posterunkiem. Kolejnymi ważnymi wydarzeniami były - 17 wrzesień, agresja ZSRR na Polskę oraz konferencje w Teheranie (1943) i Jałcie (1945), które przypieczętowały stracone losy 3-4 pokoleń Polaków; naród Polski – stał się sierotą, sierotą na obczyźnie, przez co nie mógł wypełnić swojej dziejowej roli - czyli, w razie gdyby II wojna światowa nie zaistniała lub potoczyła się inaczej - dziejową rolą - byłby wielki rozwój lat 1939-1999 jak i doprowadzenie do zdrowej państwowości narodów pomniejszych – bratnich jak Białorusini, Litwini, Ukraińcy; były to obszary gdzie Polacy mieli nieść misję cywilizacyjną – zrealizowanie jej na przestrzeni paru dekad było możliwe (niestety powstał tam homo sovieticus). W 1918 roku Polska po 123 latach niewoli uzyskała niepodległość, młode embrionalne państwo zaczęło być targane licznymi kryzysami wewnętrznymi, z którymi musiała się zmierzyć na przestrzeni dekad – co było normalną koleją rzeczy. Polska nie zdołała utrwalić swojej administracji, a została najechana przez Rosję bolszewicką - prawie cudem udało się uratować kraj. Następnie kraj borykał się z mnogością problemów jak chociażby: wszechobecna bieda, zawiłości na tle wielu mniejszości narodowych zamieszkałych nowe państwo, rozbudowana kasta urzędnicza, jak i destrukcja z biegiem lat autonomii wyższych uczelni oraz ograniczenia praw samorządu terytorialnego. Położenie Polski było (jest) na tyle problematyczne, iż rozdzielało wpływy dwóch bezwzględnych totalitaryzmów – Rosji/ZSRR jak i Nazistowskich Niemiec, które to po tragicznej polityce prowadzonej przez Sanację - Polskę napadły i zniewoliły na następne pół wieku. Kraj stała się sierotą – a krajanie po 45’ zabłąkanymi dziećmi bez matki. W 1939 roku kiedy to młode formujące się państwo po niespełna 20 latach niepodległości zostało napadnięte z dwóch stron, na mocy wcześniej podpisanego paktu Ribbentrop-Mołotow; 1 września Polska stanęła w obronie przed inwazją niemiecką, Stalin czekał na swoją kolej, aby wprowadzić 17 września na tereny II RP m.in. masy kałmuków w onucach prowadzonych pod batogiem przez bezwzględnych, wytresowanych za czasów wielkiego terroru (1936-1938) NKWD’zistów. Państwo polskie przestało istnieć i miało już nigdy się nie pojawić na mapie świata. Po uderzeniu sowieckim - Mołotow i Hitler przemawiali w jednym tonie, że Polska nigdy więcej nie powstanie – „bękart wersalski” został unicestwiony, a gwarantem tego są zarówna Niemcy (1000 letnia Rzesza), jak i Rosja Sowiecka (komunizm po wsze czasy).

Polska stała się straconym posterunkiem - oficjalny rząd przedostał się na zachód. Polacy musieli radzić sobie sami pod codzienną opresją licznych mordów. W obliczu tych faktów, w kraju zaczęły powstawać liczne zakonspirowane organizacje wojskowe. Po klęsce wrześniowej nowe drogi walki z okupantami wykiełkowały, lecz każde z ugrupowań stanowiło często oddzielny rys ideologiczny, związany z przedwojennymi obozami politycznymi. Naświetlmy teraz jak to wyglądało. Na początku powstał ZWZ (Związek Walki Zbrojnej), późniejsze AK - Armia Krajowa (Sanacja – pod rządem londyńskim) oraz NOW i OW ZJ - Narodowa Organizacja Wojskowa i Związek Jaszczurzy - późniejsze NSZ. Powstało także - PPS-WRN (socjaliści) oraz stronnictwo ludowe BCh - Bataliony Chłopskie. Komuniści polscy zaangażowali się dopiero po wybuchy wojny Niemiec z ZSRR, ponieważ wcześniej wspierali okupanta z 17 września - powstała GL – Gwardia Ludowa, a potem AL – Armia Ludowa, będąca przeobrażoną GL, nie mieli też zbyt wielu ochotników, ponieważ po 1943 roku po całej Polsce rozeszły się informacje o tym, że okupacja sowiecka wyglądała tak samo jak niemiecka - masowe mordy, wywózki, represje. Ludność traktowała ich jako coś obcego, nie ufano im. GL/AL miało kadry przysłane z ZSRR, lecz nie mieli ludzi, dlatego opierali często swoje oddziały na bandytach i złodziejach (oraz zmanipulowanych chłopach) - świadczą o tym m.in. ich meldunki, raporty gdzie chwalą się zdobyczami: pierścionki, wisiorki, obrączki, krzyżyki, medaliki itd. jak i masowe gwałty co w podziemiu karane było śmiercią. Tak więc nie byli to partyzanci tylko pospolite bandy.
Tak naprawdę decydującą rolę odgrywało AK (rząd londyński, podległy bezpośrednio pod Naczelnego Wodza) i NSZ (niezależny, lecz uznawali Naczelnego Wodza). Sprzeczne ideologie polityczne nie pozwoliły na zjednoczenie, ponieważ po zawarciu 30 lipca 1941 układu Sikorski-Majski - AK zaczęło iść na współpracę z ZSRR pod presją USA i Wielkiej Brytanii. NSZ uważał zarówno - III Rzesze jak i Sowietów za absolutnych wrogów, na równi chcących wyniszczyć Polskę – dlatego się nie dogadano; dodatkowo pozostawały stare zatarcia z czasów przedwojennych, kiedy to Sanacja tępiła wrogów politycznych. NSZ był najlepiej zorganizowanym ugrupowaniem konspiracyjnym, co wynika także z raportów niemieckich archiwów, odtajnionych po dekadach – NSZ’tu gestapowcy nie mogli rozpracować, jak i obawiali się najbardziej. Organizacje dzieliły teren na okręgi wojskowe, jak wspomniałem wcześniej - prawie każda miała quasi-polityczny charakter; nie były także wojskiem – w takim sensie, jak dziś to sobie wielu wyobraża – brakowało zaopatrzenia i dobrego wyszkolenia; np. NSZ miał tylko zdobyczną broń, nie mógł liczyć na rząd londyński zaopatrujący w pieniądze i broń AK, z resztą obu organizacją absolutnie nie wystarczyło wyposażenia - brakowało wiele - aby konspiracyjne oddziały można było nazwać armią. Struktura NSZ dzieliła się na komendy główne, okręgowe i powiatowe – stosowano operacyjne rozwiązania, starano się oszczędzać ludzi i działać tak, aby miejscowa ludność nie cierpiała. Komórka – placówka – pluton – kompania – batalion, wieś – gmina – powiat – województwo, NSZ ciężko było zinfiltrować. AK działało mniej rozważnie, Niemcy wielokrotnie pacyfikowali całe wsie po działaniach AK. NSZ nie dawał do obiegu publicznego wyników swoich akcji, gdyż wiedziano jak Niemcy będą się mścić. Jednak tak naprawdę nigdy organizacje konspiracyjne nie były siłą wojskową – w starciach ze zorganizowanymi jednostkami frontowymi niemieckimi - nie było szans, ze względu głównie na braki w wyposażeniu. NSZ nie zostało stworzone bezpośrednio przez żadną partię polityczną, żadne agentury międzynarodowe – było naturalnym tworem tej części państwa polskiego, która wyciągnęła wnioski, nie tylko z historii, ale także instynktownie rozumiało sytuację polityczną między III Rzeszą, a ZSRR. Od pewnego czasu było jasne, że Alianci będą pomagać Sowietom, co było dla Polski wielką tragedią, rozumiał to tylko NSZ, jak i miał opracowany określony plan działania celem uzyskania niepodległości bez udziały ZSRR.

Cofnijmy się jeszcze do czasów II RP, młode pokolenie wychowane w Polsce już niepodległej bardziej rozumiało potrzebę reform społecznych, ekonomicznych i socjalnych, w przeciwieństwie do starych „wiarusów”, którzy sięgali stażem w czasy zaborów, najczęściej byłych legionistów. Panował analfabetyzm wśród chłopów, jak i bieda. To jak żyło się na wsiach pod koniec zaborów opisał m.in. Wincenty Witos w swoich wspomnieniach; w II RP niewiele się zmieniło, rejony kresowe jak Wileńszczyzna również były dość biedne (co opisał m.in. Józef Mackiewicz w Buncie Rojstów), mniejszości narodowe litewskie, ukraińskie, białoruskie były przez Sanację marginalizowane. Ludzie związani z innymi opcjami politycznymi (młodszymi) proponowali często patriotyzm jako praca u podstaw, jednak wszechobecna kasta urzędników wiodła prym.
Np. na temat przedwojennego ONR’u urosło masę mitów, które są powielane po dziś dzień (co jest przykre jak wykorzystuje się przekłamania historyczne), najczęściej dzieje się to, aby osiągnąć jakiś określony cel - przedstawia się obłędną wizję nie mającą za wiele wspólnego z prawdą, mieszając fakty. W samym ONR szybko nastąpił rozłam i już w 1935 powstało Obóz Narodowo-Radykalny ABC – późniejsza Grupa Szańca, byli umiarkowani, rozumieli znaczenie własności prywatnej w drodze do odbudowy zdrowego państwa, jak i konieczność decentralizacji, szczególnie w przypadku posiadania tak licznych mniejszości narodowych w II RP. ONR co prawda popełniał w swoim programie sporo znaczących błędów, chociażby w odniesieniu do przyznawania pierwszeństwa jednorodności narodowej, ale to już była głownie RNR Falanga Bolesława Piaseckiego (a dziś wsadza się wszystko do jednego worka), chociaż nie brało się to z niczego – antagonizmy, które powstawały wśród mniejszości trzeba była zastąpić określonym programem mającym na celu pozyskanie lojalności wśród narodów „młodszych” Litwinów, Białorusinów, Ukraińców, zamiast stawiać do nich w kontrze. Dlatego najrozsądniejszą ideą powinno było być wspieranie ruchu prometejskiego oraz dawanie większej autonomii właśnie tymże narodom, a także współpraca z Czechami. Idee, które reprezentował chociażby wybitny polski ekonomista i działacz niepodległościowy Włodzimierz Wakar, jak i Adolf Bocheński. Jednak na tamte lata nie było to możliwe, trzeba było czasu, czyli 2-3 dekad, a niestety wojna wybuchła. Obóz Narodowo Radykalny ABC miał dobre podejście do wielu problemów, nie można odmówić im także patriotyzmu i dobrych chęci. W latach 30’ XX wieku, rządy Sanacji okrzyknęły nielegalnym i szkodliwym Falange, lecz Falanga a ABC to kompletnie co innego. Sanacja z resztą prawie wszystkich swoich większych przeciwników prześladowała, łącznie chociażby z Wojciechem Korfantym (chadek, wybitny polityk, działacz śląski) czy Wincentym Witosem (Ludowiec, trzykrotny premier II RP). Członków ONR wysyłano do Berezy Kartuskiej, na równi z komunistami z KPP (Komunistyczna Partia Robotnicza Polski) oraz mieli przypisaną łatkę „elementu politycznie niepewnego”. Po latach marszałek Śmigły-Rydz, w przeddzień wojny zrozumiał ten błąd i zaczął zjednywać to ugrupowanie - było już za późno. Działania ruchów narodowych, mimo iż zbyt radykalne - było szczere i bezinteresowne, szczególnie ONR ABC. Tak więc traktowanie ich na równi z KPP, która dążyła do zlikwidowania polskiej niepodległości, to czysty absurd. Polscy komuniści nie działali do 1943 roku, lecz często współpracowali z Niemcami, po czym z Sowietami. Bojówki PPR napadały na rodziny związane z NZS i AK. GL/AL’owcy i PPR’owcy, często rozstrzeliwali rodaków bez większej przyczyny, zachowywali się jak bandyci – co wynika z wielu dokumentów, jak i przekazów – praktycznie na całym terenie dawnej Polski. Dodatkowo sporządzano listy ludzi do likwidacji, które przekazywano NKWD wraz z nadejściem wojsk radzieckich na przełomie 44/45 roku. AL’owcy , którzy bezpośrednio podlegali pod NKWD’zistów (skoczków) „tropili” NSZ’owców i AK’wców – na miejscu ich likwidowano, najczęściej strzałem w głowę, tak jak w Katyniu.

Przed wojną bardzo ważna była także kwestia mniejszości żydowskiej, która co prawda nie asymilowała się, jednak nie posiadała swojego kraju w tamtym okresie. Polskę w znacznej większości zamieszkiwała „biedota” żydowska, podczas II wojny zostawiona samopas przez żydów amerykańskich „dorobkiewiczów z klapkami na oczach”, którzy pogardzali kuzynami wyznania mojżeszowego z Europy oraz jak wspomniałem, nie obchodził ich ciężki los Żydów wschodnich, szczególnie w opinii publicznej na Zachodzie. W II RP ponad 80% ludności żydowskiej utrzymywało się z handlu i rzemiosła, jak i w wielu miejscach posiadali monopol na handel przez co polscy chłopi biednieli (problem ten narastał z każdym rokiem) – dodatkowo panowało wiele stereotypów, dlatego Żydzi byli skonfliktowani z Falangistami Piaseckiego – jeszcze raz podkreślam ONR (RNR) Falanga i ONR ABC były dwoma zupełnie innymi frakcjami, na dodatek skonfliktowanymi; ABC nie popierało radykalizmu Falangi, z resztą Falanga sama by przeminęła - była czymś dość szkodliwym w wielu postulatach, ale ulotnym. W Polsce także byli żydowscy intelektualiści, którzy w mniejszości się asymilowali i uważali za Polaków, oraz drugiej części sympatyzowali z komunistami. Społeczeństwo żydowskie było bardzo rozwarstwione. W momencie wybuchu II Wojny – „biedota” została pod ochroną Polaków, jednak również wbiła „nóż w plecy” - kiedy to wraz z nadejściem wojska radzieckiego zwróciła się przeciw Polsce w prowincjach wschodnich, najczęściej witając pochód kałmuków i NKWD’dzistów, jak i często atakując Polaków - po wojnie uczestniczyli czynnie w budowaniu komunizmu. Była też część „biedoty” przychylna Polsce, która dzieliła się ostatnim chlebem z polskimi żołnierzami września. Jest to temat bardzo skomplikowany. Za przykład mogę podać historię kiedy prof. Włodzimierz Sedlak, jako niespełna 30 letni człowiek, pod koniec lata 1939 roku, przechadzał się po Górach Świętokrzyskich – wtedy dzikich, nieoznakowanych w znacznej większości, tak rożnych od dzisiejszych; wstąpił do karczmy prowadzonej przez Żyda, gdzie się posilił. Gospodarz widząc nietutejszego - zapytał „Podobno wojna idzie, Niemcy się na nas szykują? Czy wy zdołacie nas obronić?”, - tak właśnie wyglądała sytuacja Żydów w 39’ r. Niestety Polacy nie zdołali tego uczynić, ponieważ nie obronili swojej państwowości, w znacznej mierze przez cios ze wschodu 17 września i wcześniejszą nieumiejętną politykę Sanacji. Dzisiaj panuje realna teza, iż gdyby nie ZSRR - ofensywa Niemiecka zatrzymałaby się przed Lwowem. Niemcy się „wystrzelali”, cała kampania wrześniowa - nie osiągnęłaby wyznaczonych celów – Polacy umocniliby linię oporu na Kresach Wschodnich i wszystko z dużym prawdopodobieństwem przedłużałoby się, dodatkowo Alfred Jodl niemiecki generał – przyznał po wojnie, iż zjednoczone siły angielsko-francusko-polskie miały ogromną szanse pokonać III Rzeszę w roku 1939. Stan wojska niemieckiego na czas rozpoczęcia wojny nie był tym samym stanem, który ruszył na ZSRR w czerwcu 1941 roku (dodatkowo polscy żołnierze, nie mieli dobrych generałów, tylko mianowanych odgórnie przez Sanację miernych, jak i łączność zaszwankowała), do tego wszystkiego - Polska we wrześniu była sama, doszedł jeszcze cios w plecy 17 września.



Nasz Beck w 1939 roku poszedł na prowokacje angielskie, nie pytając nawet, czy Anglicy swoje „gwarancje” są w stanie poprzeć czymś realnym. Anglicy grali na pewniaka, wiedzieli, że jeśli Polska zwiąże się układem z Anglią, to Hitler rozpocznie wojnę uderzeniem nie na Belgię czy Holandię, lecz na Polskę. Beck ciągle podkreślał, że jest oficerem, a miał tak mało jakiegokolwiek sensu wojskowego w głowie, że nawet mu na myśl nie przyszło zapytać Anglików, czy są w stanie pomóc w razie inwazji niemieckiej.
Stanisław Cat-Mackiewicz, Europa in flagranti.

Polska straciła niepodległość, z oddziałów regularnych ostatni złożyli broń dzielni Hubalczycy w czerwcu 1940, dwa miesiące po śmierci mjr. Henryka Dobrzańskiego. W latach 1939 – 1942 na straconym posterunku trwały liczne odziały konspiracyjne, potem wraz odwrotem wojsk niemieckich z frontu wschodniego oraz wcześniej dołączeniem Sowietów do obozu Aliantów, Polska znalazła się w beznadziejnej sytuacji. Teraz już nie było jasno określonego wroga – III Rzeszy – nasi sojusznicy zaczęli pracować na rzecz kolejnego odwiecznego wroga ZSRR – pojęcia się zamazały. Sytuacja z punktu widzenia strategicznego i przyszłościowego stała się beznadziejna. Dodatkowo rząd polski w Londynie, już po otwarciu grobów Katyńskich - nadal z Sowietami chciał iść na współpracę, pod wpływem presji Anglików. Dowództwo AK – nie wyciągało żadnych wniosków. Komendant główny Armii Krajowej – Tadeusz Komorowski ps. „Bór” z Sowietami się „porozumiał”; naiwnie myślał, że Bolszewicy pójdą na kompromis. Tymczasem swoimi działaniami realizował politykę Stalina m.in. rozpoczynając w 1944 „Akcję Burza” oraz „Ostra brama”, które skutkowały tym, że polskie oddziały najpierw wyzwalały kraj wraz z Sowietami (zamiast poczekać, aż Niemcy i Sowieci nawzajem się wykończą), po czym zostali rozbrojeni przez NKWD’zistów i rozstrzeliwani, jak i masowo zsyłani na Syberię. Dowództwo AK wywołało Powstanie Warszawskie – tak tragiczne w skutkach, z małymi dziećmi na barykadach. Samo powstanie miało ułatwić sowietom sforsowanie Wisły, tymczasem – Stalin czekał, aż się Polacy z Niemcami nawzajem powykańczają i wejdzie na gotowe. Narodowa głupota prezentowana przez ówczesnego naczelnego wodza była przykra i tragiczna w skutkach. Rękami Niemców zniszczono Stolicę z całym dorobkiem narodu polskiego (po dziś dzień nie zwrócono nam nawet grosza z tego tytułu, 80% zabudowy zostało zniszczone i 90% warszawskiego przemysłu). Najcenniejsza młodzież Polska została rzucona na stracenie; brak sprzętu, błędna kalkulacji sił i środków – nie było szans z regularną armią niemiecką. Warto także dodać, iż po przegranej AK’owcy często oddawali swoje legitymacje NSZ’owcom oraz AL'owcom (zostawiając sobie same opaski), aby trafili do obozu jenieckiego zamiast koncentracyjnego, pracy lub na stracenie. Oddziały NSZ uczestniczyły we wszystkich akcjach z którymi się nie zgadzali (Powstanie, Burza etc.) traktowali to jako obowiązek, lecz po - nie ujawniali się sowietom.

Tymczasem wcześniej w marcu 1944 miało dojść do scalenia AK i NSZ. Na mocy umowy dowódca NZS, miał stać się zastępcą naczelnego dowódcy AK, jednocześnie mają pieczę nad całym dawnym NSZ. Warunek ten był istotny, gdyż obawiano się, iż AK za daleko pójdzie w stronę współdziałania z sowietami, NSZ potrzebowało mieć swoich ludzi pod sobą – do ponownej (drugiej od 39’) walki z Bolszewikami - w razie nie respektowania przez nich polskiej autonomii. Powstał m.in. Planu Z, o którym później wspomnę. Tak więc, podczas rokowań scaleniowych stosunek wobec ZSRR był kwestią różniącą oba ugrupowania. NSZ nie ulegało presji zewnętrznej polityki. Scalenie prawie się dokonało, lecz naczelny dowódca AK wydał nagle rozkaz rozwiązania NSZ i całościowo włączenia wszystkich jednostek do AK. Dodatkowo delegatura AK ukryła warunki scalenia ustalone przez gen. Sosnkowskiego - NSZ się zorientował o tym fakcie i umowę zerwano. Pewna ilość NSZ’owców pozostała w AK, lecz główny trzon poszedł pierwotną drogą – reprezentując wyraźnie antykomunistyczną linię polityczną. Nie ufano Armii Czerwonej – po latach wiemy, iż NSZ miało rację. W tamtych latach 1942-1945, Polska zaczęła być przedmiotem dziwnej gry między mocarstwami oraz przedmiotem międzynarodowych umów, czemu dowództwo AK nie sprzeciwiało się, mimo, iż od końca 1943, już praktycznie było pewne, że Polska znajdzie się w sowieckiej strefie wpływów (w pewnym stopniu rząd polski w Londynie miał w swoich szeregach pro-sowietów jak Józef Retinger – niesamowity politycznie szkodnik - kto wie, czy nie bezpośrednio zamieszany w katastrofę lotniczą na Gibraltarze z gen. Sikorskim, pomimo faktu, że sam Sikorski był miernym politykiem; Brytyjczycy mają odtajnić akta dotyczące katastrofy w 2033 roku). Kolejnym tragicznym w skutkach błędem było ujawnianie się zbyt dużej ilości wojska AK, gotowych na współpracę militarną z Sowietami - za rozkazem rządu londyńskiego - co następnie skutkowało - katowniami, kulami w głowach i masowymi zesłaniami do gułagów AK’wców, o czym już pisałem. NSZ instynktownie wyczuwało ten obłęd. Narody Europy Wschodniej zostały przez Anglosasów pozostawione na zatracenie, wśród polityków chodziły opinie, iż najzwyczajniej owe nacje będą musiały doświadczyć sowieckiej dominacji - w nadziei, że w przeciągu 10 lub 20 lat będą mogły współpracować z ZSRR, liczne istnienia skazano na przymusowe współistnienie z komunistami, w systemie totalitarnym.

W tych okolicznościach powstała Brygada Świętokrzyska do której chcę znacznie nawiązać – była to jednostka taktyczna licząca w swoim szczycie ok. 1 500 żołnierzy, działała na ziemi radomsko-kieleckiej – za główne zadanie miała obronę ludności cywilnej polskiej przed opresją niemiecką oraz przed polskimi bandami leśnymi, które w znacznym stopniu wywodziły się z wcześniejszej Gwardii Ludowej, a następnie z Armii Ludowej. Dowódcą brygady był płk. Antoni Szacki, ps. „Bohun” „Dąbrowski”, zawodowy przedwojenny żołnierz, niezmiernie inteligentny taktyk, człowiek wspaniały duchem i honorem, dla którego przede wszystkim liczył się drugi człowiek oraz nie szafowanie nim – kresowiak i szczery patriota. Było to ugrupowanie NSZ. Miały powstać trzy takie Brygady (Świętokrzyska, Jasnogórska i Nadwiślańska), finalnie udało się stworzyć tylko jedną. Po tym jak Armia Czerwona przekroczyła linię Bugu – niezbędne było przegrupowanie i wyznaczenie nowego planu, aby ocalić resztek Polski. Powstał (planowano wdrożyć) „Plan Z” (Plan Zachód) – miano zająć ziemię od Odry po Nysę Łużycką (oraz Pomorze Zachodnie w miarę możliwości), z której pewne było, że wycofają się Niemcy przed Sowietami; NSZ miało zamiar postawić przed faktem dokonanym Aliantów Zachodnich – Polacy mieli stworzyć zręby organizacji państwowej na tych niewzruszonych ziemiach. Byłoby to niezmiernie ważnym protestem przeciw jałtańskiej formule. Tylko żywi mieli głos, więc planem było oszczędzanie żołnierzy, nie wdawanie się w walki z Niemcami, którzy i tak byli w odwrocie, obrona ludności cywilnej była priorytetem, jak i obrona przed atakami żandarmów i gestapo na lokalną ludność. Gdyby udało się zrealizować Plan Z - z całą pewnością postacie tragiczne - jakimi byli „Berlingowcy" – ci wszyscy żołnierze, którzy nie załapali się do Armii Andersa; dołączyliby oni do tego planu, jak i następnie, ponad 50 tysięczny II Korpus Polski z Zachodu, logistycznie dało rade to zorganizować przy dobrej woli i zaparciu dowódców. Samostanowienie na zrębach ziem zachodnich było realne - był to plan bardzo logiczny. Niestety nie udał się – powstała tylko samotna Brygada Świętokrzyska – niezmierne potrzebne było powołanie przynajmniej trzech takich ugrupowań oraz współpraca z AK, które w tamtym okresie było pogrążone w fantasmagorie polityczne prowadzone przez rząd londyński – fantasmagorie prowadzące Polaków na zatracenie. BŚ powstała w sierpniu 1944 – działano w obrębie ziemi radomsko-kieleckiej do najdalej możliwego momentu. Na samym początku stan faktyczny ugrupowania był dość tragiczny - 800 ludzi z czego 400 bez broni. Broń zdobywano tylko na wrogach (np. akcje przejmowania transportów kolejowych z bronią oraz zasadzki), NSZ nie mogło liczyć na zrzuty i pieniądze z Zachodu. Głównymi wytycznymi dla dowódcy, było powołanie licznego, dobrze uzbrojonego oddziału; tak więc trzeba było pozyskać broń - co się udało. W przyszłości Brygada miała przenieść się właśnie na Śląsk zgodnie z Planem Z. W drugiej połowie 1944, Bś stanowił bazę dla wszystkich zagrożonych, czy to przez gestapo czy Sowietów. Unikano walki zaczepnej, manewrowano oszczędzając żołnierzy, prowadzono przeszkolenia kadry strzelców, opiekowano się lokalną ludnością, rozpracowywano komunistów oraz NKWD’zistów skoczków, którzy byli przełożonymi AL’owców. Żołnierze Brygady byli życzliwie traktowani przez ludność, która nieraz dzieliła się z nimi żywnością. W licznych akcjach przeciwko Niemcom udało się uratować wsie przed pacyfikacjami (jak i miasteczko Radoszyce), rekwirowano także niemiecką żywność, następnie ją rozprowadzając. Finalnie, gdy Brygada znalazła się w styczniu 1945 roku w kleszczach, między ogniem sowieckich czołgów, a niemieckimi karabinami, płk. Szackiemu udało się opracować plan ocalenia swoich żołnierzy – dokonała się Polska Anabaza (Anabasis) – do czego wrócę później.

Wróćmy jeszcze do kwestii wcześniejszych, czyli animozji między polskimi ugrupowaniami konspiracyjnymi. Jest to sprawa istotna - bo w sposób bezpośredni wpłynęła na fakt, iż w 1945 Polska stała się marionetką ZSRR, zniszczoną i zmaltretowaną. Podczas całej II wojny w polskim wojsku podziemny był wieli duch walki - ale brak odpowiedzialności i mądrości wyższego dowództwa. Ulegano presji aliantów i popełniano niezliczone błędy. W 1944 roku NSZ uważało Sowietów za wroga numer jeden – gdyż jasne było, że III Rzesza wojnę przegra – była to tylko kwestia czasu, zatem zdecydowano się oszczędzać siły przeciw Niemcom. W oczach NSZ - Rząd londyński zdawał się wręcz kolaborować z Sowietami (wiedząc co stało się w Katyniu oraz znając działania Stalina z lat 30’ na swoich rodakach). Następnie AK zdecydowało się na rozpoczęcie powstania w Warszawie, co gen. „Bór” Komorowski później skwitował, że na sam wybuch powstania wpłynęły warunki emocjonalne, a nie logika – posłano młodzież bez uzbrojenia na barykady przeciw regularnym oddziałom niemieckim – Stalin zgodnie z przewidywaniami NSZ’tu - nie ruszył się. Wiele oddziałów leśnych chciało dołączyć do powstania, tymczasem forsowanie pierścienia niemieckiego regularnego wojska okalającego Warszawę było ponad siły tychże jednostek – były bez szans. Niektóre podjęły się próby przebicia, lecz w okolicach Warki zostały rozgromione i wycofały się.

W latach wcześniejszych, być może doszłoby do scalenia AK i NSZ na rozsądnych warunkach gdyby nie to, iż w czerwcu 1943 aresztowano dowódcę AK na kraj Stefana Roweckiego ps. „Grot” (wcześniej zinfiltrowany przez agentów NKWD) oraz Ignacego Oziewicza ps. „Czesław” komendanta NSZ. Być może dzięki tym dwóm osobom istniałaby szansa na realne i rzetelne scalenie NSZ i AK. Po wojnie powstało wiele opinii świadczących, że tak naprawdę nie było sensu scalać tych dwóch ugrupowań – wystarczyła współpraca. Rozproszenie i większe zakonspirowanie utrudniałoby rozpracowanie obu organizacji przez Gestapo i NWKD. Po śmierci Roweckiego – dowództwo AK objął „Bór” Komorowski – co doprowadziło to pro-sowieckiego obłędu, jak i nieumyślnej polityki. NSZ zawsze dążyło do współdziałania, które z resztą na szczeblach regionalnych było regularne, lecz główne dowództwo AK zawiodło; nie było szans na przeciwstawienie się sowieckiej zarazie. Pomoc Armii Czerwonej okazała się największym błędem; błędem który zadecydował o definitywnym przegraniu II wojny światowej przez Polskę. NSZ uważało, iż nie należy pomagać wrogom - niech sami się wykluczają – co z resztą miało miejsce na masową skalę po nieudanej ofensywie III Rzeszy na ZSRR – był to mądry i rozsądny plan działania. Oddziały NSZ skupiały się na samoobronie i pomocy ludności cywilnej. Można było z całą pewnością przyjąć, iż „Berlingowcy” przejdą na stronę Polskiej Armii – gdyby Plan Z, opracowany przez NSZ udał się, o czym także wspominam drugi raz. Sam gen. sowiecki Zygmunt Berling był dezerterem z Armii Andersa, z wyrokiem śmierci, jednak pod wpływem presji na rząd londyński, wyrok zdjęto – 1 Armia LWP, złożona była w większości z ludzi rozsądnych, zesłańców – mimo, iż dowodził nimi sługus sowiecki – można przyjąć, iż w odpowiednim momencie przeszliby na właściwą stronę.
W samym kraju, ludność Polska nie miała zaufania do PPR’owców, którzy od 1943 byli dobrze zaopatrzeni przez sowieckie zrzuty. Dowódcami AL – byli najczęściej zaufani przedwojenni komuniści - nastawieni anty-niepodległościowo. Zawsze dowódca NKWD’zista (często skoczek) był przełożonym AL’owca. Bliskość Sowietów dawało tym jednostką poczucie bezkarności. Wszyscy popierający AK i NSZ stawali się wrogami. Wspomniałem już wcześniej, iż m.in. spisywano listy Polaków do przyszłej likwidacji. AL wykonywało liczne sabotaże, za co Niemcy pacyfikowali całe wsie. NKWD (NKGB w Moskwie) i AL pod nimi, opracowali plan rozbicia Brygady Świętokrzyskiej (za główny cel było rozbicie całego polskiego podziemia niepodległościowego na owym terenie, jeszcze za okupacji niemieckiej) m.in. wzięto do niewoli w zasadzce paru NSZ’owców, torturowano ich i bito, aby wyciągnąć informacje, następnie postawiano nad wykopanym grobem i wyrok miał być wkrótce wykonany – płk. Szacki „Bohun” dzięki dobrej intuicji zareagował odpowiednio szybko - celem odbicia więźniów, których położenie znał dzięki jednej osobie, której udało się zbiec. Rozegrała się bitwa pod Rząbcem 8 września 1944 roku, jeńców uratowano, a NKWD (AL) straciło możliwość na rozpracowanie i rozbicie BŚ; w docelowej bitwie brał udział jeden batalion Brygady, który jako pierwszy dotarł na miejsce. Do niewoli NSZ'tu dostało się 40 AL'owców i 67 SS-Wachmannschaften, byli to SS-mani rosyjscy (zwyczajni bandyci, odpowiedzialni za pacyfikacje licznych wsi, służący u niemców), którzy wrócili na stronę NKWD i mieli wziąć czynny udział w zwalczeniu polskiego podziemia na tym terenie. Finalnie cała grupa około 250-300 żołnierzy pod NKWD, została rozproszona - misja na czele której stał skoczek radziecki mjr Iwan Karawajew, nie powiodła się.
AL’owcy (ci z 1944 roku) najczęściej pojmanych rozstrzeliwali na miejscu, gdyż nie byli im potrzebni, a przez ich przełożonych - NSZ’owcy byli wręcz uważani za szkodliwych dla systemu totalitarnego, który miał w przyszłości w Polsce panować. To z resztą miało miejsce wszędzie nie tylko w centralnej Polsce. W szczególnej mierze na Wileńszczyźnie gdzie - 3, 4, 5 i 6 Brygada Wileńska za codzienność miała problemy tego typu (a po wojnie ich pomordowano). Bataliony Chłopskie (Bch’owcy) często współpracowały z każdym możliwym ugrupowaniem. Finalnie po wejściu Sowietów byli tępienie po 1947 roku i osadzani w więzieniach - analogicznie do PPS-WRN.

Wróćmy do problemów II RP z mniejszościami narodowymi, jedną z większych porażek polityki Sanacji w tym okresie było to, iż w momencie inwazji Niemiec i ZSRR na Polskę - Litwini, Ukraińcy, Białorusini oraz Żydzi żyjący na wschodzie (czyli polskie mniejszości) opowiedziały się po stronie wrogów, szczególnie Litwini - co jest bardzo przykre - odpowiadali za masowe mordy w Ponarach, analogiczne do zbrodni wołyńskiej. Ruch prometejski miał za mało czasu i za mało wpływów, skoro powstały tak mocne antagonizmy w tych narodach. Warto też dodać, że Polacy - a dokładnie generał Anders uratował życie licznym Ukraińcom z 14 Dywizji Grenadierów SS „Galizien”. Gdy zostali wzięci do niewoli Amerykańskiej, zgodnie z umowami w Jałcie mieli jako przedwojenni obywatele ZSRR zostać przekazani NKWD, tam jako kolaborantów czekało ich tylko jedno - stryczek. Pawło Szandruk ukraiński generał, a zarazem przedwojenny żołnierz Armii Polskiej, który de facto nie miał nic wspólnego z tym oddziałem przez cały okres jego funkcjonowania, poprosił o wstawiennictwo właśnie Andersa; dzięki czemu uratowano życie tym ludziom, przypisując ich jako obywateli polskich (mimo, iż mieli antypolskie poglądy, a może tylko chcieli własnej niepodległości).

Przenieśmy się do końca roku 1944 na tereny okupowanej Polski; kontynuując temat Brygada Świętokrzyskiej, która działała na terenie radomsko-kieleckim do stycznia 1945 roku. Wtedy to zimą, polscy żołnierze znaleźli się w kleszczach; wraz z ofensywą radziecką przekraczająca linię Wisły pojawiły się radzieckie czołgi – strzelające na plecach Brygady, z kolei przed Polakami ustawione były niemieckie karabiny. Sytuacja była beznadziejna, dowództwo główne wystosowało notkę do płk. Szackiego zawiadamiającą, że Brygada musi radzić sobie sama – na jakąkolwiek pomoc nie ma szans – trzeba się możliwie przedostać na Śląsk, aby ocalić ludzi. W obliczu tej dramatycznej sytuacji Szacki opracował plan przebicia się przez linie niemieckie, mając zarazem przez cały czas za sobą Sowietów. Przegrupowano się i wykonano rajd na teren III Rzeszy przez niemiecki Śląsk, a następnie Czechy – planem było przedostanie się do Amerykanów lub Anglików oraz II Korpusu Polskiego. Jest to temat bardzo złożony, który opisał m.in. Antoni Szacki w swoich wspomnieniach Byłem dowódcą Brygady Świętokrzyskiej (warto także sięgnąć do wspomnień majora (kpt.) Władysława Kołacińskiego ps. „Żbik” Między młotem a swastyką, patrioty o wielkim sercu, który m.in. bronił polskiej ludności wiejskiej przed SS-manami i bandami leśnymi, a w PRL stosowano dziesiątki oszczerstw, aby go zniesławić) – tak więc szczegółowo Rajdu przytaczać tu nie będę. Pragnę tylko wspomnieć, iż temat badawczy dotyczący NSZ pod kątem warsztatu historycznego jest bardzo nowy i świeży, samo NSZ nigdy nie afiszowało się z akcjami, aby nie cierpiała ludność cywilna, tak więc masę faktów jest przeinaczanych, jak i ukrytych po dziś dzień, szczególnie za sprawą PRLu - kiedy to powstawały dziesiątki pseudo-prac - kłamstw mający na celu szkalowanie zarówno NSZ, jak i AK. Do dziś w Wikipedii jest masę nieprawdziwych informacji dotyczących tego okresu; informacji bardzo krzywdzących wobec tych ludzi honoru; opierających się na PRL’owskich źródłach fałszowanych przez UBeków i innych funkcjonariuszy, którzy zazwyczaj byli w latach 1943-45 czynnymi członkami GL, AL i PPR; co ciekawe w końcu sądy PRLu przyznały, że żadnej współpracy między NSZ a Niemcami nie było, ale propaganda do dziś została i na jej bazie powstają nadal kłamliwe artykuły. Tak więc dla zainteresowanych, polecić mogę tylko sięgnięcie do źródeł (opracowań) nowych oraz własnego rozumu, gdyż jak wspomniałem znaczna część Wikipedii opisującej ten okres - nadal opiera się na opracowaniach pisanych często przez komunistów, specjalnie posądzających wielu NSZ’owców o np. współprace z Niemcami; posądzano notorycznie, również Polaków z AK, których w setkach uśmiercano pod wpływem fałszywych zarzutów w epoce stalinizmu. Wracając do tematu – celem Szackiego było ocalenie ludzi – idąc w głąb Polski Zachodniej jak i następnie wchodząc na terytorium Niemiec – planowano poprzez Czechy przedostać się na Zachód. Rozegrały się liczne potyczki z Niemcami, w jednej z nich Bś wzięło do niewoli paru niemieckich żołnierzy i oficerów, dzięki temu uzyskali m.in. możliwość przejścia przez jedną z rzek, jak i zawieszenie broni na pewien czas. Jak to w ogóle było możliwe, dokonanie tego rajdu? Otóż od stycznia 1945 roku, ze Związku Radzieckiego uciekało około 1-1,5 miliona ludzi m.in. poprzez Polskę, do tego wszystkiego uciekali również Niemcy, gdyż panicznie obawiano się sowieckiej niewoli, która była praktycznie równa ze śmiercią w ponad 90% przypadków – Niemcy wiedzieli, że u sowietów sprawa jest prosta - kulka i stryczek w najlepszej opcji, w najgorszej katownia lub katorga na Syberii (czyli prawie jak u nich samych). Dzięki temu zamieszaniu Bś, mogła bocznymi drogami przedostać się na Zachód. Wdając się w kilka potyczek z Niemcami, którzy z jednej strony sami uciekali (chcieli niewoli Zachodniej), a z drugiej mieli w rozkazach nadal odpieranie ofensywy radzieckiej.





Zdjęcia przedstawiające Brygadę Świętokrzyską podczas przegrupowania (apel poległych maj 1945) oraz marszu (zdjęcie jednej części Brygady - 204 Pułk Piechoty Ziemi Kieleckiej).

Odwrót Bś z terytorium Polski centralnej nazwałem Anabazą (Anabasis) parafrazując za dziełem greckiego żołnierza Ksenfonta, który to brał udział w Wyprawie 10 - tysięcy Greków (w przypadku Greków byli to najemnicy) na Bablion. Cyrus Młodszy planował przejąć władzę w Imperium Perskim władanym przez Artakserksesa II, swojego brata. W 401 r. p.n.e. rozegrała się bitwa pod Kunaksą, daleko wgłębi Asyrii. Cyrus przegrał, a mimo, że Grecy wygrali swój odcinek bitwy – musieli dokonać heroicznego czynu – czyli samotnego powrotu do kraju, przebywając głęboko na terenie wroga. Pomimo, iż podczas rokowań wymordowano wszystkich dowódców greckich (analogicznie do tego jak NKWD mordowało Polaków z AK, po tym jak ustawiano się na domniemane pertraktacje, czego NSZ udało się uniknąć), zwykli żołnierze musieli się przegrupować i dokonać heroicznego odwrotu, będąc pod ciągłymi atakami wrogów - udało im się. Antoni Szacki także wyprowadził Brygadę bezpiecznie na tereny Zachodnie, po czym – po wojnie, gdy wiadomo już było, że nie wybuchnie wojna między Zachodem a ZSRR – Bś stacjonowało przy samej granicy będąc komórkom przerzutową dla licznych polskich rodzin na zachód – uciekinierów z Polski Ludowej. Bś m.in. również wyzwoliła niemiecki obóz koncentracyjny w Holiszowie. Wcześniej głęboko na terenie Niemiec i Czech odbyły się pertraktacje, gdzie ograli Niemców – którzy m.in. obawiali się tego, iż Bś będzie rekwirować żywność lokalnej ludności, a walczyć już sami Niemcy nie chcieli – w głowie mieli tylko ucieczkę, jak i myśleli, że być może uda im się wykorzystać Brygadę do swoich celów, co się nie stało. Na terenie Czech, Bś nawiązała kontakt z Czechosłowackim ruchem oporu i stworzył siatkę przerzutową, właśnie niezbędną do przedostania się później - wielu rodzin polskich na Zachód, planowano także wyzwolić razem z Czechami Pilzno, jednak zaniechano tego planu, gdyż regularna Amerykańska Armia byli blisko i wiedziano, że w przeciągu miesiąca-dwóch stanie się to mimochodem. Dodatkowo płk. Szacki uratował życie - praktycznie z rąk bezpośrednio NWKD ukraińskiemu dyplomacie, profesorowi UW Romanowi Smal-Stockiemu. W latach powojennych dowódca Bś podzielił los setek tysięcy Polaków na obczyźnie, oficerów i intelektualistów zmuszonymi do bycia szewcami, krawcami i farmerami, zamiast budowania nowej polski powojennej. Sam Antoni Szacki przeżył trzy zamachy na swoje życie, wystosowane przez agentów NKWD oraz jedną próbę ściągnięcia go do Polski Ludowej poprzez sąd francuski (kiedy to „Bohun” ledwo co wiązał koniec z końcem pracując na farmie) – mimo, iż we Francji 30% społeczeństwa popierała w tamtych czasach francuską partię komunistyczną (PCF) - to sąd francuski oczyścił Szackiego ze wszystkich wymyślonych zarzutów wystosowanych przez Polskę Ludową; która miała w planach ściągnąć do kraju pułkownika, a następnie prawdopodobnie powiesić lub rozstrzelać, jak setki Polskich Patriotów w latach 1945-1953 m.in. Witolda Pileckiego, Augusta Emila Fieldorfa zamordowanych na podstawie fałszywych zarzutów. Nie udało im się to jednak w przypadku Szackiego, lecz Polska jako kraj została zacofana na następne 50 lat. Do dziś musimy w mediach oglądać i słuchać wywodów beneficjentów poprzedniego systemu, lub też ich następców będących ludźmi odrealnionymi, nie znającymi historii, przeinaczającymi fakty specjalnie i cynicznie, jak i jedyne czym się interesującymi do czubkiem własnego nosa i własnym interesem - do czego jeszcze wrócę w tym tekście. Rajd Brygady Świętokrzyskiej daleko na tyły wroga, uratowanie życia praktycznie całej jednostce do której dołączyło się około 120 Ak’owców, którzy zbiegli z niewoli niemieckiej - nazwałem Polską Anabazą, mimo, iż było to dla Polaków trudniejsze, Grecy do ojczyzny się wycofywali, Polacy musieli z niej się wydostać w nadziei, że za kilka lat wrócą po tym jak Związek Radziecki wejdzie w konflikt z Zachodem – jak powszechnie wtedy uważano; żołnierze myśleli, że będą mogli wtedy się przydać i zbudować Nową Polskę – co się nie stało (O Brygadzie Świętokrzyskiej pisał także Melchior Wańkowicz, po tym jak zaprzyjaźnił się z jej członkami i z nimi przebywał, gdy pełnili służbę wartowniczą - Polskie Oddziały Wartownicze pod generałem Patton'em). Za symboliczny koniec tamtej Polski, można uznać wydarzenia z licznych katowni Ubeckich, jak i nadal trzeba o tym pamiętać, gdyż ludzie ci oddali swoje życia za wolność, której nie dostali. Tak jak wyżej wspomniałem, za symboliczny akt końca tamtych czasów można przyjąć śmierć innego kresowiaka, ułana, dowódcy 5 Brygady Wileńskiej - Zygmunt Szendzielarz ps. „Łupaszka” zamordowanego w roku 1951, z czym wiąże się pewna historia.

8 lutego 1951 otworzyły się drzwi jednej z cel w więzieniu na rakowieckiej - padło nazwisko Szendzielarz - major wstał spokojnie podszedł do drzwi i swoim zwyczajem powiedział - „z Bogiem panowie” – „z Bogiem Panie majorze” odpowiedział mu chór głosów, drzwi celi zatrzasnęły się. Zrozumieliśmy wtedy - wspomina świadek, że komuniści rozpoczęli swoją ostateczną rozprawę z eksterytorialnym ośrodkiem mobilizacyjnym Wileńskiej Armii Krajowej. O godzinie 20:15 strzałem w tył głowy został zamordowany oficer 4 Pułk Ułanów Zaniemeńskich, dowódca 5 Wileńskiej Brygady AK, dwukrotny kawaler Orderu Virtuti Militari, skazany na 18 krotną karę śmierci, 15 minutach wcześniej zamordowano podpułkownika Antoniego Olechnowicza ps. „Pohorecki”, kapitana Henryka Borowskiego ps. „Trzmiel” oraz Lucjana Minkiewicza ps. „Wiktor” ostatniego dowódce 6 Wileńskiej Brygady AK.

Tak się kończył ówczesny świat. Świat alternatywny rozpoczął się w 1945 kiedy to Armia Radziecka wjechała do Polski na amerykańskich Jeep’ach Willys’ach z zaopatrzeniem oraz chmarą czołgów T-34, rozpoczęło się pół wieku grabieży. Całe szczęście, obecnie do Polski powoli wracają teorie z okresu II RP, prezentowane przez m.in. przedwojenne Wileńskie „Słowo”; ukazujące trzeci element – będące poza myślą sanacko-endecką (balansujące te dwie myśli polityczne). Można śmiało twierdzić – że za następne dwie-trzy dekady, powstanie w Polsce coś nowego – na pewno Prawda będzie musiała powrócić i zagościć w podręcznikach szkolnych m.in. Prawda o roku 1989 i polskiej „transformacji” lat 90’. Jak i „Tuzach” z nią związanych - piciem wódki w Magdalence i szeroko-szkodliwych następstwach, które przyniosły owe „Tuzy” oraz szereg osób z nimi związanych na polu społeczno-gospodarczo-ekonomicznym w latach 90'. Kiedy to zduszony Polski naród; zduszony ortodoksyjnym totalitaryzmem radzieckim, w roku 1989 - był bardzo „łatwy” na wszelakie manipulacje, kilku watażków związanych z systemem komunistycznym, jak i ludzie idei pokrewnych – w Polsce opanowali opinię publiczną – przypominam były to czasy bez internetu, kiedy to - co przeczytano w gazecie lub wysłuchano w telewizji przyjmowano za prawdę - przez prawie całe społeczeństwo. Główną gazetą tamtych czasów była m.in. Wyborcza na czele której stał wybitny szkodnik, określony np. przez Zbigniewa Herberta manipulatorem, kłamcą, człowiekiem złej woli, oszustem intelektualnym. Chodzi oczywiście o Adama Michnika. Komuniści stali się „demokratami” i „kapitalistami” i z uśmiechem na twarzy rozpoczęli rozparcelowywanie kraju, zasłaniając się pretekstem wprowadzania „wszystkiego zgodnie z prawem”, co oczywiście prawdą nie było. Polska jest krajem cywilizowanym, nikogo z nich nie spotkałby los Nicolae Ceaușescu – „główni” powinni być odsunięci od władzy realnie oraz wszystkie osoby z nimi związane po lustracji, dekomunizacji i zasadniczo tyle; jednak wtedy nie mogliby napchać kieszeni – i dalej wprowadzać swój ład. W tamtym okresie Polacy spragnieni Europy - po 50 latach zacofania - daliby wszystko, aby się uwolnić od gnębiącego totalitaryzmu, dlatego tak łatwo zostali zmanipulowani. Od 1945 w Polsce rządy miała obca tkanka – wystarczyło ją odsunąć od władzy po 1989, jak zamierzał zrobić rząd Jana Olszewskiego w roku 1992, nie udało się; były premier był zwolennikiem spowolnienia i ograniczenia prywatyzacji i wyprzedaży majątku państwowego, opowiadał się za dekomunizacją Ministerstwa Obrony Narodowej, Ministerstwa Spraw Wewnętrznych oraz Urzędu Ochrony Państwa. Po latach wspominał „Jedna z naszych ustaw dotyczyła procesu prywatyzacji, powoływała instytucję – akcjonariat narodowy, która miała się zajmować procesem prywatyzacji. Jednak trudno sobie wyobrazić, by ci, którzy chcieli zarabiać na uwłaszczeniu, dopuścili do takich zmian. Uderzenie w ich interesy było do przewidzenia. Wyrok na mój rząd został wydany". Od tamtego czasu polskie umysły są rozerwane dysonansem poznawczym, gdyż tasiemiec (lub Symbiot) połączył się z ciałem dawcy i tworzą nierozerwalną jedność. Ludzie, którzy mieli budować Polskę po 1945 - leżą w masowych i nieoznakowanych grobach. Przed i po 1989 świadomie pozwalano niszczyć dokumenty, a dziś IPN jest często atakowany, gdy ukazuje fakty. Mamy obecnie 2021 - nowy świat, a Prawda i tak zatoczy koło.

Kolejnym tematem (ostatnim), który podejmę w tym tekście są losy Kozaków dońskich i kubańskich – ludów, które od lat zamieszkiwały tereny od Kubania wzdłuż rzeki Don, aż po Astrachań. Wraz z końcem caratu, gdy Bolszewicy przejęli władzę w państwie rosyjskim, prawie wszyscy Kozacy opowiedzieli się po stronie „Białych” - w rosyjskiej wojnie domowej. Tak naprawdę jedyne czego chciały ludy znad Donu, to spokojnego życia na swoich ziemiach. Powstała nawet na pewien czas Republika Dońska - jej funkcjonowanie utrzymało się przez dwa lata od maja 1918 roku do 1920 roku, generała Piotra Krasnowa obwołano atamanem, planowano nawet napisać Konstytucję. Jednak „Biali” przegrali, a po wygranej „Czerwonych” w owym rejonie zapanował bezwzględny terror, który zagrażał istnieniu tych ludów. Liczne mordy, głód, zsyłki na Sybir, kolektywizacja - wyniszczała ludy tej części świata. Kozacy wywoływali powstania przeciw-bolszewickie - krwawo tłumione. W obliczu zagłady – w umysłach lokalnych ludów - zapanowała święta wojna przeciw bolszewii. Po dwóch dekadach udręki, wraz z kampanią niemiecką na ZSRR, pojawił się promyk nadziei – na nowo otworzono cerkwie – bolszewicy się wycofali, były to jednak nadzieje złudne. Kozacy żyjący swoim wolnym życiem zostali wykorzystani przez odziały niemieckie; tak naprawdę tylko dlatego, że chcieli bić się z komunistami. Powstały dywizje, które oddelegowano głównie do walki z jugosłowiańskimi komunistami Tity na Bałkanach; stało się tak, ponieważ docelowi mieszkańcy Donu, chcieli walczyć tylko z „Czerwonymi" – których powrotu obawiano się niezmiernie. W dalekiej części świata między Morzami Czarnym, Azowskim, a Kaspijskim – dalecy od wiadomości dotyczących wielkiej polityki tamtego okresu – zamierzali wywalczyć sobie wolność – niestety z Bolszewikami w tamtym okresie – wśród mocarstw, walczyła tylko III Rzesza. Wraz z klęską ofensywy niemieckiej na ZSRR, Bolszewicy wracali nad Don. Wśród kozaków rozpoczęła się jedna wielka peregrynacja, ucieczka – całe rodziny pakowały wszystko co się da na furmanki, zabierano zazwyczaj tylko kilka bagaży podręcznych, cały dobytek zostawał. Kilkadziesiąt tysięcy osób, mężczyzn, kobiet, dzieci - rozpoczęło ucieczkę do Europy; rozpoczęło się to w mroźną styczniową zimę 1943 roku – uciekano przed zagładą. Kozacy dońscy, kubańscy, Tatarzy krymscy i reszta ludów z owych ziem, poprzez przesmyk przy Morzu Azowskim rozpoczęli wielką podróż. Tymczasem właśnie wtedy - 1 Kozacka Dywizja Kawalerii została skierowana do Jugosławii. Przenieśmy się jednak o dwa lata później - w maju 1945 skończyła się druga wojna światowa w Europie. Wydarzenie to zastało „chutor” kozacki - w południowych Włoszech, który bezwiednie, pozbawiony państwa (ziem) oraz nadziei pałętał się wdając w potyczki z włoską partyzantką. Postanowiono oddać się w ręce Anglików i Amerykanów, miano nadzieję – co więcej Kozacy byli dość pewni, że niebawem przydadzą się w wielkiej wojnie przeciw Stalinowi - dlatego liczyli, że nic im nie grozi. W okolicach rzeki Drawy w Austrii złożono broń – Anglicy stłoczyli Kozaków w obozie, nie traktując ich jako jeńców - mieli pełną swobodę działań, dowództwa nie rozbrajano. Czekano na decyzję co dalej; liczono na możliwość godnego życia na Zachodzie, pokładano wiarę, że pozwoli się wolnej ludności na nowe osiedlenie; rozumiejąc ich beznadziejne położenie w czasie II wojny i motywy dlaczego podjęli walkę z bolszewikami po stronie Wehrmachtu. „Po cichu” ufano w możliwość nowego życia w jakiś niezamieszkałych rejonach Kanady lub Australii – planowano się nie rozdzielać. Cały „chutor” liczył około 15 tysięcy mężczyzn, 4,5 tysiąca kobiet i 2,5 tysiąca dzieci. Brytyjczycy grali na zwłokę i wielokrotnie zaświadczali Kozaków, że ich sowietom nie wydadzą, aż finalnie w ramach Operacja Keelhaul – pod bronią wsadzili ich do ciężarówek i oddali Stalinowi (wybuchły mały bunt, w którym zginęła prawie setka osób, a paru dziesiątką udało się uciec w Dolomity, wielu popełniło samobójstwo). Wolny naród został przez bolszewików częściowy zgładzony, a częściowo wysłany na Sybir. Dowódców jak Piotr Krasnow, Andriej Szkuro, Timofiej Domanow i całą resztę - po pokazowych procesach w 1947 powieszono w Moskwie (zupełnie jak - Proces szesnastu dowódców polskiego państwa podziemnego w 1945). Kobiety i dzieci wysłano do gułagów. Wszystko to opisał Józef Mackiewicz w jednej ze swoich znakomitych książek Kontrze – jako pierwszy na globie - podejmując ów temat w roku 1957 – temat przemilczany praktycznie do dziś. Witold Gombrowicz po przeczytaniu owej książki nazwał Mackiewicza pisarzem ogólnoludzkim. Trzeba pamiętać, iż ludy wschodu upatrywały wyzwolenia od systemu komunistycznego przez „kogokolwiek”, nie wiedziały o niemieckiej machinie zniszczenia – która to w przypadku wygranej, nie widziała również miejsca dla owej ludności, zatem położenie ich było beznadziejne. W momencie deportacji nikt się za nimi nie wstawił, jak np. Anders za ukraińskimi SS-manami, którym dano nowe życie. Podczas II wojny, praktycznie wszystkie młode narody demokratyczne od Finlandii po Kaukaz opowiedziały się po stronie niemieckiej, dodatkowo nawet w samym obwodzie leningradzkim około 62% Rosjan było nastawionych mocno antybolszewicko. Dlatego też Stalin - tak Petersburgu nie znosił, i nie „palił się” z pomocą podczas oblężenia miasta przez Niemców. Przykre jest, że w czasie II wojny światowej, jak i po niej, tylu Polaków opowiedziało się (z przymusu) po stronie sowieckiej (zarówno jak i Czechów) – można zrozumieć, że wymęczony naród chciał końca wojny, jednak koszty tego były tragiczne. Gdyby dowództwo AK - miało niewzruszoną postawę i nie zamierzano skończyć wojny za wszelką cenę; być może Polska nie straciłaby pół wieku, w którym 3 pokolenia zostały zacofane w rozwoju; a ludzi, którzy mieli tworzyć kraj, pomordowano lub wykluczono z życia publicznego. Wraz z końcem II wojny, Polacy zostali oddani ZSRR „jednym podpisem”, także przez nieumyślną politykę rządu londyńskiego, o czym już wielokrotnie wspominałem. Analogicznie do tego jak brytyjski generał Harold Alexander, jednym podpisem skazał na zagładę ponad 30 tysięcy Kozaków dońskich i kubańskich, ludu który jedyne czego pragnął to samostanowienia.

Część II